Forum Forum Chrześcijańskie Strona Główna Forum Chrześcijańskie
Aby wszyscy stanowili jedno Jn 17,21
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

"Bo gdzie dwaj, albo trzej..." Anna Dąmbska

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Chrześcijańskie Strona Główna -> Objawienia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr_
Gość






PostWysłany: Pią 15:26, 15 Gru 2017    Temat postu: "Bo gdzie dwaj, albo trzej..." Anna Dąmbska

"Bo gdzie dwaj, albo trzej..." Anna Dąmbska


Tekst książki znalazłem kiedyś w internecie. Wkleiłem wtedy tekst na forum, ale teraz wklejam go jeszcze raz, w sposób bardziej uporządkowany:

*************************************************************


ANNA - Bo gdzie dwaj albo trzej...

Pan jest wśród nas! Modliliśmy się w kilkuosobowej grupie, najczęściej w trzy osoby, i Pan rzeczywiście był wśród nas, tak jak to obiecywał w Ewangelii (Mt 18, 20). Nasza modlitwa stawała się wyraźnie rozmową z Nim: odpowiadał nam, uczył, tłumaczył. Jego słowa — „słyszane" w myśli — notowaliśmy skrzętnie. Były mądre, dobre, piękne... Przybliżały nam Boga jako bardzo kochającego, wyrozumiałego, cierpliwego Ojca. Odczuwaliśmy Jego miłość, wrażliwą na nasze najdrobniejsze zmartwienia czy kłopoty, troskliwość, delikatność, często nawet żartobliwość i uśmiech, a także smutek, powagę, współczucie. Te rozmowy przyczyniały się do wzrostu zaufania do Niego. Każdego z nas powoływały do przyjaźni z Jezusem Chrystusem.

Grupka nasza składała się z różnych osób: świeccy i kapłan, osoby mające rodziny i samotne, zdrowi i osoba o ograniczonych możliwościach poruszania się. Niektórzy z nas byli w tym czasie lub wcześniej zaangażowani w ruchu Odnowy w Duchu Świętym (w Kościele rzymskokatolickim), gdzie byli świadkami ujawniania się daru Ducha Świętego wyrażającego się zdolnością przekazywania słów Pana. Może dlatego nie skupialiśmy uwagi na nadzwyczajności tego charyzmatu (nikt z nas nie traktował go jako „objawienia prywatnego") ani na osobie, która taki dar otrzymała i nim służyła, lecz na treści rozmów z Panem i na Jego miłości.

Zaskakiwało nas na początku to, że Pan Jezus tak chętnie podejmuje z nami rozmowę, kiedy tylko gromadzimy się na modlitwę. Zaczynaliśmy zazwyczaj od wspólnego odmówienia „Ojcze nasz", czasem „Anioł Pański", po czym zwracaliśmy się do Pana w najprostszych słowach. Przedstawialiśmy Mu nasze prośby i kłopoty, a coraz częściej także i podziękowania. Czasem modliliśmy się w milczeniu. Zawsze zostawialiśmy Panu czas, by mógł coś powiedzieć, jeśli zechce. Niemal zawsze mówił. Czasem nawet zaczynał rozmowę z nami wcześniej niż spodziewaliśmy się tego. Zdarzyło się też kilkakrotnie, że Pan milczał — i to nas upewniło, że są to rozmowy z Osobą, która ma swoją wolę, a nie jakaś forma wyrazu naszych własnych pragnień. Tego milczenia nie traktowaliśmy jako „kary", lecz spokojnie modliliśmy się wiedząc, że Bóg nas słyszy.

Nie znajdujemy innego wytłumaczenia faktu rozmów z Panem poza tym, że chce ich sam Pan — a chce, bo nas kocha. Sam o tym powiedział kiedyś na spotkaniu modlitewnym grupy Odnowyw Duchu Świętym, do której należała wówczas jedna z uczestniczek naszych spotkań. Tego dnia uczestnicy spotkania w owej grupie modlili się tak głośno, że aż zaczęli się przekrzykiwać. Prowadzący grupę kleryk, przekazał wtedy słowa Pana brzmiące mniej więcej tak: „Krzyczycie jak przekupki na targu. Ja przychodzę do was nie dlatego, że tak głośno się modlicie, lecz dlatego, że was kocham".

Stali uczestnicy naszych spotkań (oprócz osoby chorej) z reguły uczestniczyli codziennie we Mszy św. i regularnie przystępowali do sakramentu pokuty. Niektórzy stwierdzali, że słowa Pana owocujące zbliżeniem z Nim, przyczyniały się do gorliwszego uczestniczenia we Mszy św. i radośniejszego przyjmowania Ciała Pańskiego w Komunii, a także do chętniejszego, bardziej ufnego przystępowania do sakramentu pojednania. W przeżywaniu sakramentów na pierwszy plan wysuwała się Osoba Jezusa Chrystusa — Jego ofiara, miłość i miłosierdzie. W konfesjonale nie kapłan był już najważniejszy, lecz Jezus, który przez jego usta nas poucza i odpuszcza grzechy.

Spotkania nasze miały miejsce w latach 1987 i 1988. Nie podajemy tu dat, zaznaczyliśmy natomiast okres roku kościelnego, gdyż czasem treść rozmów miała z nim bezpośredni związek. Nauczanie Pana objęło w tym okresie to, co wówczas było dla nas najważniejsze, i chociaż nauka ta nie stanowi jakiejś zamkniętej całości, to jednak słowa Pana uważamy za prawdziwy skarb i jesteśmy przekonani, że mogą wielu osobom pomóc w zbliżeniu z Bogiem. Wybraliśmy najważniejsze fragmenty tych rozmów. Pominęliśmy nasze imiona, bo to nie o nas tu chodzi, a o Niego, o Chrystusa Pana — On pragnie rozmawiać z każdym człowiekiem.

Gdy w roku 1989 podejmowaliśmy decyzję o podzieleniu się Jego słowami, Pan przypomniał delikatnie, że, i Jego zdanie moglibyśmy uwzględnić, wszak On też był ich uczestnikiem. Nie odwiódł nas jednak od tego zamiaru, a przeciwnie, powiedział: „Pragnę, abyście ukazali naszą przyjaźń innym ludziom, gdyż może to zachęci ich do szukania wspólnoty ze Mną i ze swymi bliźnimi. Tym sposobem spełniam wasze pragnienie dzielenia się i niesienia pomocy i radości, a także zachęty. Bo moje słowa są zawsze Dobrą Nowiną. Obejmuję swoją miłością i przygarniam do serca każdego, kto Mnie zapragnie, i obiecuję, że sam go nie opuszczę i nie zapomnę. Moja miłość jest wciąż głodna waszej. Moje pragnienie ulżenia wam, uszczęśliwienia was, napełnienia was moim pokojem i nadzieją jest nienasycone, gdyż cała ludzkość teraz usycha i ginie, odszedłszy daleko od Źródła Miłości. Dlatego stoję przed każdym z was i wzywam: »Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię« (Mt 11, 28).

I jeszcze to wam mówię: »Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie — niech przyjdzie do Mnie i pije!« ( J 7, 37b). Chciejcie żyć w przyjaźni ze Mną, a nigdy nikt z was nie pozostanie już więcej samotny, bo Ja przyjaźń zawiązuję na wieczność!"
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr_
Gość






PostWysłany: Pią 15:40, 15 Gru 2017    Temat postu:

Rok 1987

Okres Zwykły po wakacjach

I spotkanie

(we troje)

Mówi Pan:
— Cieszę się, kiedy się gromadzicie, żeby rozmawiać ze Mną. To jest dla Mnie tym, czym dla was spotkanie rodzinne, i nie czuję się taki samotny w moim pragnieniu bycia z wami.
— Bądź z nami, Jezu (...); ale przyjdź w całej pełni Trójcy Świętej.
— Ja nigdy nie przychodzę sam.
— Powinnam Cię przepraszać za każdą minutę...
— Ale kochasz Mnie? Powiedz, że Mnie kochasz.
— Tak chcielibyśmy, żeby wszyscy się w Tobie „zakochali". To byłby ogień!
— Ja to sprawię.
— Z takiego kraju jak nasz, gdzie jest tyle nieprawości, chcesz, Panie, zrobić Twoje królestwo?
— Tak, ale wy wierzycie Mi.
— A teraz, proszę was , oddajcie Mi w milczeniu, ufając w moje miłosierdzie, te sprawy, które dla was są najdroższe
i najważniejsze...
Modlimy się w milczeniu. Po dłuższej chwili:
— Przyjmuję wszystko, co Mi dajecie. A Ja nigdy nie zapominam. A teraz dziękujcie Mi za moją miłość do was i do całego waszego narodu. Pragnę obdzielić was dzisiaj moim pokojem i radością.
Uklęknijcie i przyjmijcie błogosławieństwo. Kocham was, dzieci. Niech moja miłość przeniknie was i nasyci, i towarzyszy wam w dniu dzisiejszym wszędzie, gdzie będziecie.


II spotkanie

(we troje)

Zastanawialiśmy się nad społeczeństwem w naszym kraju, nad jego stanem moralnym. Myśleliśmy, czy jest możliwa przemiana tych ludzi. Wtedy Pan powiedział:
— Odpowiedzcie, czy jest coś niemożliwego dla Boga? Ja zawsze pragnę tego samego: pociągnąć was ku Sobie, otoczyć opieką, uczynić szczęśliwymi. Tak więc widzicie, że wszystko zależy od waszego pragnienia. A wy powinniście prosić o to dla wszystkich ślepych i głuchych na moją obecność. Jeżeli wy, zamiast narzekać, zaczniecie prosić, obejmując miłością cały naród — nie wykluczając nikogo — Ja z radością próśb waszych wysłucham, gdyż moim pragnieniem jest przemienić was, oczyścić i uczynić swoim Kościołem. Współpracujcie ze Mną, dzieci.
Mówiliśmy o poście.
— Dzieci, postem jest rezygnacja ze swojej woli. Dostosowujcie się do okoliczności z radością ze względu na Mnie.
Uświadomiliśmy sobie rozmaite zaniedbania wobec Pana.
— Jeżeli chcecie zmienić swoje usposobienie w stosunku do Mnie, starajcie się nie tylko zauważać to, co wydaje się wam dobre, ładne, mądre, piękne, słuszne i pożyteczne, ale natychmiast Mi za to dziękujcie. Bo Ja codziennie zastawiam wam wspaniały stół, pełen wszelakiego dobra, a wy nie tylko nie sięgacie po nie, ale jakże rzadko zauważacie, że to Ja wam podaję to, co dla was wybrałem.
— Prosimy Cię, Panie, byśmy reagowali na spotkania, jakie nam dajesz. Oddajemy Ci, Panie, nasze możliwości, bardzo małe, ale Ty potrafisz nas użyć. Chcemy Ci powiedzieć, Panie, że Cię kochamy. Chcemy, żebyś był potrzebny ludziom, żeby Cię kochali, żeby przychodzili do Ciebie.
— Wiem, dzieci, że wam zależy na chwale mojej. Wszyscy jesteście Mi potrzebni. Dzień żniwa już w drzwiach, a was jest wciąż mało. Dlatego proście Mnie stale i gorąco o otwarcie się ku Mnie braci waszych. I przepraszajcie za ich błędy i winy, zwłaszcza jeżeli się z nimi spotkacie.
Oto jestem przy was. Kładę moje ręce na wasze głowy.
Przyjmijcie błogosławieństwo Boga Wszechmogącego, obecnego w całej świętości swojej.


III spotkanie

(we dwie)

— Chciałbym zaproponować, żebyście przez cały dzień były ze Mną. Razem pójdziemy do księgarni. Jeśli jest coś dobrego, Ja wam to wskażę. Razem będziemy dziękować Bogu Ojcu i prosić, aby wybaczył ludziom ich niewiedzę, ich ciemnotę, ich brak rozeznania miłosierdzia Bożego. Spróbujcie wyobrazić sobie, że idę obok, podtrzymując was, że słyszę wasze słowa i myśli, że Mi nie przeszkadza tłok w autobusie i hałas na ulicy. Spróbujcie zwrócić uwagę na waszych bliźnich. Nie chcę, żebyście do nich mówiły, ale zwróciły moją uwagę na nich. Pragnę was przyzwyczajać do mojej istotnej, żywej obecności przy was. Traktujcie Mnie, dzieci, jak człowieka, jak bliskiego przyjaciela, który was kocha tak bardzo, że chciałby znać każdą waszą potrzebę i móc służyć wam swoją opieką, obroną i wszelkimi możliwościami. Chciałbym, abyście się nauczyły korzystać z moich zasobów, i to korzystać bez żenady — w każdym momencie — gdy trzeba komuś coś dać. Zapomnijcie o mojej czystości, świętości i chwale. Pamiętajcie tylko o tym, że was kocham i że ani ciebie, ani ciebie nikt inny Mi nie zastąpi. A jutro powiecie Mi, jak wam się udało. Kocham was, dzieci. Przyjmijcie moje specjalne błogosławieństwo — specjalne, bo chcę, aby uszy wasze słyszały Mnie dzisiaj, abyście odczuwały moją obecność.

W tramwaju znalazłyśmy dwa wolne miejsca jedno za drugim. Powiedziałam do koleżanki: „Popatrz, mamy dwa miejsca" i usłyszałam Pana: „ Dwa miejsca, ale trzy Osoby..." (Pan to mówił z uśmiechem).


IV spotkanie

(we troje; następnego dnia po III spotkaniu)

— Czy chcecie kontynuować przebywanie wspólne ze Mną?
— Tak, chcemy.
— Słaba jest moja miłość (jedno z nas).
— Ale Ja dzielę się z tobą moją miłością.
— Dziękujemy Ci, Panie, za wszystko, za Twoją miłość do innych. (...) A nieraz się słyszy na przykład, jak matka mówi do dziecka: „Pan Bóg cię nie kocha, bo jesteś niegrzeczny".
— To teraz zobaczcie, ilu ludzi wyodpędzacie ode Mnie (wy — chrześcijanie).
— Panie, co sam chcesz nam powiedzieć?
— Właśnie tego chciałem, dzieci, abyście zwracały się do Mnie z waszymi problemami. Jestem tu po to, by wam poradzić. Pamiętajcie, że rozmowa ze Mną jest waszą modlitwą. Po to się spotykamy, aby rozmawiać.
— Szkoda, Panie, że nie siedzisz z nami przy stole.
— A gdzież byłaby wtedy wasza wiara?
— Chciałem zapytać o mojego przyjaciela. Myślę, że chciałby poznać Twoje słowa i może dzielić się nimi. (...)
— Każdego, kto chce Mi usłużyć swoją osobą (na tyle, na ile może), uznaję posłańcem moim i kroki jego otoczę specjalną troską. Nie znaczy to, że kochać go będę bardziej, bo kocham was nieskończenie bez względu na to, co zrobicie, lecz współpracuję z nim, dając mu szansę udziału w moim dziele waszych dni — dziele oczyszczenia i odrodzenia świata. Moim jest zawsze zaproszenie, waszym dziełem — odpowiedź.
— Proszę Cię jeszcze za drugiego przyjaciela: żeby otworzył się na Ciebie.
— Synu, moje wezwanie dotyczy każdego z was osobiście.
Do każdego kieruję je inaczej, wedle jego możliwości przyjęcia go. Nie daję wam słów moich, żebyście je siłą wmuszali ludziom, lecz aby każdy z was zrozumiał, że go widzę, kocham, troszczę się o jego przyszłość i zabiegam o niego. Moje słowa kieruję do serca każdego z was, a jeśli odpowie Mi przyzwoleniem, wtedy rozpoczniemy życie w przyjaźni.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr_
Gość






PostWysłany: Pią 15:54, 15 Gru 2017    Temat postu:

V spotkanie — po Niedzieli Chrystusa Króla

(we troje)

Rozmawiamy o tym, jaki jest Jezus.
— Zachwycamy się, Panie, Twoim charakterem. Może źle mówię (mówiąc o charakterze)?
— Nie, bo Jezus Chrystus miał swój charakter (rozumiemy, że Pan mówi o Osobie Jezusa w Jego życiu na ziemi — dlatego w trzeciej osobie).
— Panie, jak mogę pomóc znajomej? Jest taka nieufna. Co mam jej powiedzieć?
— Dziecko, Ja jej tyle razy mówiłem, aby Mi zaufała. Nikt tego za nią zrobić nie może. Na to zdobyć się musi ona sama. Jeśli zupełnie nie może, niech oddaje Mi wolę zawierzenia Mi i prosi o pomoc. Ja chcę jej pomóc, ale jak może leczyć lekarz, któremu pacjent nie wierzy i podejrzewa go, jest nieufny. Możesz jej pomóc, córko, modląc się o dar ufności dla niej.
— Ona mówi tyle różańców, chodzi na dwie Msze święte, jest obwieszona medalikami...
— Przekaż jej, że nigdy nie powiedziałem, ile różańców powinniście zmówić i na ilu Mszach świętych powinniście być.
Chcę, żebyście Mi zaufali w każdej chwili swego życia. To jej powiedz.
— Chciałem spytać o wujka, który zmarł. Prawie go nie znałem, ale na podstawie tego, co wiem, niepokoję się o niego.
— Dzieci, on bardzo potrzebuje waszego wstawiennictwa. Podczas każdej Mszy świętej i Komunii pamiętajcie o nim.
Trudno jest mówić z nieznajomym, ale próbujcie. Zapraszajcie go na Mszę świętą i mówcie do niego. Mówcie mu (w myśli)
o moim miłosierdziu i o moim współczuciu dla was, ludzi. To mu pomoże.


Adwent

I spotkanie

(we troje; dzień urodzin jednej z nas)

— Dziękuję Ci, Panie, za pomoc dla znajomej, o którą prosiłam na poprzednim spotkaniu. Tylko Ty możesz ją uwolnić z jej
obsesji. Bo Ty poradzisz sobie z każdym z nas.
— Przecież Ja za każdego z was oddałem życie.
— Twoja hojność, Panie, przerasta nasze wyobrażenia.
— Bo Ja mam wszystko w nadmiarze.
— Dziękuję za radosny nastrój, jaki wnosisz teraz, Panie. Jestem w tak dobrym humorze.
— Gorzej byłoby, gdybyś płakała.
— Panie, co chcesz nam jeszcze powiedzieć?
— Moje dzieci, Ja o każde z was troszczę się osobno i każdemu z was podaję na każdy dzień to, co jest mu potrzebne. Jestem jak dobry dietetyk. Bo pamiętajcie, że Ja was dopiero wyprowadzam (z waszych ludzkich chorób), dlatego to, co dla
każdego z was szykuję jest różne, a i monotonii staram się unikać w moich darach po to, aby współpraca wasza ze Mną była radosna. Jestem szczęśliwy, kiedy cieszycie się z niespodzianek moich. To Mnie zachęca, bo jestem także i człowiekiem. Dobrego ojca też by zachęciło, gdyby dzieci z piskiem radości rzucały się na prezenty.
— Teraz, Panie, widzisz, jak się Tobą cieszymy: nie darami, a Tobą.
— Obiecałem ci wczoraj, że zbliżę się bardziej, i robię to.
— A co my mamy robić w takim razie? Czego Ty byś chciał, Panie?
— Przyjmujcie z wdzięcznym sercem wszystko, co wam daję (nie przebierając). Kochajcie Mnie. Tak mało otrzymuję miłości (tak mało dociera jej do Mnie od was). Mówcie Mi o waszej miłości w imieniu tych wszystkich, którzy Mnie nie kochają,
a Ja wam uwierzę (rozumiemy, że Pan pragnie, aby wymieniać imiennie tych, których znamy).
— Rozumiemy Cię, Panie...
— Jeszcze nie rozumiecie. Bo Ja bym chciał, abyście zagarniali ku Mnie również skrzywdzonych i nieszczęśliwych, cierpiących i opuszczonych, uzależnionych, prześladowanych i tych, którzy zamyślają samobójstwo. To jest szczególnie ważne. Do tego służyć wam mogą nie tylko rozmowy i modlitwy, ale gazety, telewizja, radio, bo z nich dowiadujecie się o tragediach ludzkich i potrzebach. Chcecie wiedzieć dokładnie, czego pragnę? Jeżeli wasze serce mówi Mi „kocham Cię", powiedzcie: Kocham Cię razem z tymi, którzy Cię jeszcze kochać nie umieją, którzy Cię odrzucili albo nie poznali, ale których Ty kochasz tak samo jak mnie. Rozumiejąc moją miłość do was, proście, abym otworzył serca oporne na przyjęcie jej. I wymieniajcie tych, o których prosicie. Dzieci, nie chcę wam dawać formułek. Pragnę, aby miłość każdego z was znalazła w waszych sercach, myślach i ustach wyraz sobie właściwy. Dałem wam tylko ogólną myśl, jak gdyby zarys, i zapewniam was, że pomożecie — i to bardzo — tym, których włączycie w nasz osobisty dialog miłości, bo odpowiedzią jest pełnia mojej miłości, a ta rozbija mury i kruszy kamienie tak długo, aż dotrze do tego, co jeszcze jest żywe w człowieku. Wiedzcie, że Ja ufam, że w każdym z was istnieje — do ostatniego oddechu — zalążek mojego życia (czyli miłości), który ofiarowałem wraz z życiem każdemu z was. I on może rozpalić się pod wpływem mojej miłości, jeżeli wy wstawiacie się i prosicie Mnie wtedy, kiedy taki człowiek już nie prosi, nie może lub nie chce. Upoważnia was do tego wspólnota waszego człowieczego braterstwa. Ja, Pan nieskończoności, proszę was o to.
— A ja Cię, Panie, proszę, abyś mi przypominał o tym, bo to jest poważna sprawa.
— Pamiętajcie o tym czytając lub dając moje słowa. Daję wam moje specjalne błogosławieństwo i łaskę moją, aby was podtrzymywała w tym zadaniu, które wam dziś powierzyłem. Dzielcie się nimi, ale nie głoście wszędzie.
— Dziękujemy Ci, Panie. Powstrzymaj nasze języki, a otwórz myśli i serca. Chcesz nas nauczyć rzeczywistego apostołowania. Chwytasz nas na wędkę naszego pragnienia pomagania i ludziom i chcesz, żeby nasze serca stały się szerokie. Chcesz nas upodobnić do Siebie i Maryi, której pod krzyżem powierzyłeś Jana. Jedna z nas widzi Serce Pana i nasze serca połączone cienkimi przewodami, nićmi miłości. Pan daje tyle miłości, ile zmieści serce człowieka.
— Dziękujemy Ci, Panie. Prosimy Cię, czuwaj, żebyśmy byli hojni Twoją hojnością.
— Opowiecie Mi o tym, dzieci, jak się znów spotkamy.
— Chciałabym, żebyś się cieszył nami, a nie tylko martwił.
— Ja również, bo na tym świecie mam tak mało radości.
— Ja Cię kiedyś spytam w niebie, dlaczegoś, Panie, wziął taki
ciężar na głowę, stwarzając ludzkość?
— Zapytaj ojca, który kocha dzieci, dlaczego ma ich tyle.


II spotkanie

(we troje)

— Prosiliście Mnie, abym wam powiedział, czego teraz od was się spodziewam. Przede wszystkim, moje dzieci, pragnę stałego przebywania z wami. To jest dla was trojga najważniejsze. I w tym się wprawiajcie, ile razy przypomnicie sobie o Mnie. Drugą sprawą, ważną dla was zawsze (na całe życie), jest podejmowanie okazji, które wam daję. Chciałbym, żebyście wszyscy troje rozważyli, co jest dla was najważniejszym celem w życiu, a Ja wam w tym pomogę. Jezus przez całe swoje życie pełnił wolę Ojca. Każdy z was ma inne warunki, ale ma też pewne obowiązki stanu, w których Ja chcę być.
— Panie, prosimy Cię, żebyś był z nami przez całą dobę, tak jak teraz.
— Dlatego powiedziałem, oddawajcie Mi wasz dzień, a w nim — siebie. Ja was ciągle uczę. Chciałbym nauczyć was jeszcze jednej rzeczy, żebyście widzieli świat moimi oczyma. Patrzeć moimi oczymą, to znaczy patrzeć na wszystko jako na mój dar i wyraz materialny mojej miłości; na ludzi — jako na moje dzieci powstałe z mojej miłości, przeznaczone do życia w miłości i ciężko zmagające się ze sobą i światem o prawo do takiego życia wiecznego. Pragnę, abyście widzieli nie powierzchnię, a głębię każdej osoby ludzkiej. Czy wiecie, co nią jest? Głód szczęścia, nienasycenie nim, potrzeba bycia kochanym. A ta potrzeba jest tak wielka! Taką wielkością i tajemniczością została obdarzona dusza ludzka, w której Ja składam swoją miłość i zarodek życia wiecznego — wiecznego szczęścia (rozumiemy, że tylko Pan widzi wnętrze osoby, my nie mamy prawa doń wchodzić. Bezpośredni stosunek miłości łączy każdą duszę z Bogiem. Jest ona godna szacunku w swojej tajemniczości, bo zamiar Boży jest w niej ukryty). Ja widzę w was poszukiwanie, głód, pragnienie sprawiedliwości. Widzę choroby, okaleczenia, rany, dla których was nie stworzyłem i Ja wam ich nie zadałem, ale odebraliście je od świata i waszych — tak samo nieszczęśliwych — towarzyszy drogi.
Odrzućcie wszystkie etykiety, które tak łatwo nadajecie sobie wzajemnie, i miejcie dla innych cierpliwość. Te dziesiątki ludzi, z którymi się spotykacie codziennie, nie są wam dane, abyście ich nauczali, ale abyście ich kochali. Nie są im potrzebne wasze uczucia emocjonalne, lecz wasze świadczenie o mojej miłości do nich! Po prostu, dzieci, nie (rozumiemy, że chodzi tu Panu przeciwstawiajcie się jej o to, byśmy okazywali normalną grzeczność, uprzejmość, cierpliwość, łagodność, wyrozumiałość, spokój, opanowanie).
Czy nie za dużo na dziś, dzieci?
— Żebyśmy tylko wypełniali to, co mówisz, Panie. Ale mamy zaległości...
— Tym się nie martwcie. Ze Mną idzie się coraz szybciej i coraz lżej. Chciałbym, ażeby moje współdziałanie z wami stało się widoczne, bo wtedy będę mógł bardziej pomagać przez was w warunkach ciężkich. Czy to, co do was mówię, jest takie ciężkie i trudne? Czyż nie powinniście się cieszyć z tego zaproszenia?
— Chcielibyśmy prosić o konkretne wskazówki, co mamy teraz robić?
— Postarajcie się skończyć to, co zaczęliście.
— Oddajemy wszystkie trudne sprawy Tobie, Panie...
— Tak właśnie róbcie. Od razu oddawajcie Mi wszystko, co was porusza. Pamiętajcie, że wasze prośby zachowuję w sercu. Jeżeli wy, zauważając coś złego, oddajecie Mi natychmiast tę osobę lub sprawę, to działacie na podobieństwo przechodnia, który był świadkiem wypadku i wezwał pogotowie. Wtedy Ja przybywam i nakładam opatrunek albo zabieram człowieka chorego pod swoją stałą opiekę. Do was należy tylko wezwanie Mnie, bo wtedy wasz rozum ocenia sytuację, a wasza wola wzywa mojej pomocy dla kogoś, kto w tym momencie jest najprawdopodobniej bezradny. Widzicie, ile zależy od waszej woli, a przecież w niej właśnie jest miłość bliźniego.
— Panie, niepokoją nas wydarzenia na świecie. (...) Prosimy za tych polityków... Bo przecież to są też Twoje dzieci. Wszyscy potrzebujemy Twego miłosierdzia.
— Wiem i dlatego przynoszę je wam.
— Prosimy o otwarte serca dla tych, którzy stykają się z Twoimi słowami. Tak, byśmy pragnęli, żeby ludzie chcieli zmienić swój stosunek do Ciebie, nabrać zaufania.
— Zaufanie jest dla was jedyną możliwością.
— Oddajemy Ci wszystko...
— Możecie to robić całą dobę, stale. Chcę wam dać mój pokój i pełnię poczucia bezpieczeństwa, bo przecież kiedy jesteście przy Mnie, któż ośmieli się wam zagrozić. Klęknijcie teraz.
Przyjmijcie moje błogosławieństwo...
I dalej będę z wami.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr_
Gość






PostWysłany: Pią 16:16, 15 Gru 2017    Temat postu:

III spotkanie

(we troje)

— Proszę Cię, Panie, za kolegę. On jest daleko od Ciebie, ale jak sądzę, jest bardzo głodny Ciebie...
— Oddawajcie go Mi codziennie. Proście Mnie o dobrą wolę dla niego, o pragnienie poznania Mnie. Nawet nie wiecie, ile znaczą wasze prośby dla tych ludzi, zaktórych prosicie (rozumiemy, że Pana wzrusza każda nasza prośba za innych i tak zobowiązuje, że czyni On dla nich wtedy jeszcze więcej, niż zamierzał uczynić, uwzględniając ich opór i niechęć do Boga).
— Panie, w sobotę przyjeżdża mój dawno nie widziany syn. Proszę Cię o radę, jak mam do niego podejść, bo wiem, że jest daleki od Ciebie.
— Córko, Ja od ciebie nie wymagam, żebyś była względem niego misjonarką, a tylko matką, i to matką stęsknioną, bardzo serdeczną, bardzo potrzebującą rozmowy z mądrym synem. On od ciebie potrzebuje macierzyńskiej miłości. Dla ułatwienia podam ci, żebyś w czasie jego całego pobytu, w każdej chwili stawiała sobie za wzór Maryję i myślała, jak Ona w takiej sytuacji postąpiłaby, i to nie tylko w stosunku do Jezusa, ale i w stosunku do każdego człowieka, z którym się stykała. Tak postępujcie zawsze, a wtedy Ja wam będę pomagał (rozumiemy, że jeśli matka nawiąże mocną więź miłości z synem,
to Pan się włączy).
— Panie, boję się o mego syna. On trzy lata temu powiedział, że nie wierzy w Chrystusa. Byłam taka bezradna...
— Potraktuj go jak zastępcę swego męża. Okaż synowi, że się liczysz z nim, polegasz na jego autorytecie. Powiedz mu o swoich planach życiowych. Widzisz, córko, on żyje w środowisku (w RFN), które jest ode Mnie najdalsze: w środowisku ludzi, którzy sądzą, że swoje powodzenie zawdzięczają tylko sobie. Są dumni ze swoich uzdolnień, zapobiegliwości, umiejętności przewidywania. Atmosfera, w której żyją, jest przygotowana im przez szatana, aby najzupełniej oddalić ich ode Mnie. Wszystko, czym wy żyjecie, wydaje mu się zbędne w jego życiu.
Pytaj go o jego cele ostateczne, o to, jak widzi on cel i sens życia? Czy przebieg życia widzi jako walkę, czy współdziałanie i współpracę dla wspólnego dobra? (Nie tylko walkę poszczególnych ludzi, ale i przedsiębiorstw). Zapytaj go, po co oni tak się trudzą? Do jakiego celu dążą? Czym to się różni od życia zwierzęcia? I czy dla tych celów warto poświęcić jedno jedyne życie, jakie się ma? Ale najpierw, córko, wysłuchaj go. Interesuj się jego planami.
Przyjmijcie moje błogosławieństwo.


IV spotkanie

(we dwie)

— Panie, tak jak matka Samuela oddała Ci na własność swego syna, tak ja oddaję Ci moich synów. Czy mogę tak?
— Córko, możesz to robić, tylko tu w grę wchodzi jeszcze wolna wola człowieka. Jeżeli ty Mnie, córko, prosisz, to Ja o tej twojej prośbie będę pamiętał. Ale chciałbym, żebyś do takich próśb dodawała zawsze takie samo oddanie Mi — siebie.
— Panie, wiem, że sama nie jestem w stanie przekazać czegokolwiek synowi i przemienić go, ale ufam Tobie, że Ty, jak zechcesz, możesz go oświecić i prowadzić swoimi drogami.
— Jeżeli, córko, polegasz na Mnie, tym samym zobowiązujesz Mnie, a jednocześnie swoją odpowiedzialność przerzucasz na Mnie. A Ja ją chętnie podejmuję. Tylko zrozum Mnie dobrze, dziecko, Ja w stosunku do każdego z was mam wielkie plany, bo każdego na każdym miejscu świata i na każdym stanowisku (od żebraka do bankiera) pragnę uczynić świętym.
Módl się, córko, o jego dobrą wolę wyjścia naprzeciw moim propozycjom dla niego. I w tym bądź wytrwała, natrętna; przypominaj Mi o tym. Jeżeli zaś dołączysz do tych próśb przełamanie swojej własnej woli na rzecz przyjęcia mojej, pomożesz mu, bo łączą was więzy krwi (rozumiemy, że jeżeli matka w przypadkach drobnych przełamuje swoją wolę, by spełnić wolę Pana, to na „planie duchowym"przekazuje synowi lepsze dziedzictwo). Więcej już nie mów mu o naszych sprawach, chyba że sam zapyta. Natomiast proś za niego codziennie przez cały czas jego pobytu. I pamiętaj o swoim drugim synu. Nie kocham go mniej.
— O Panie, posłałam mu tyle książek o Tobie, a pewnie do nich nie zajrzał...
— Bo on, córko, nie potrzebuje książek, a miłości matki. Otaczaj go miłością. Daj mu odczuć, jak ci jest drogi, jak za nim tęskniłaś, jaka jesteś szczęśliwa, że jesteś z nim. Jemu to jest potrzebne. Nie zaczynaj rozmów o naszych sprawach... Jeżeli już, to powoli, spokojnie, bardzo małymi dawkami, żeby syn twój nie pomyślał sobie, że był ci potrzebny tylko jako rozmówca.
— Na Sylwestra moje dzieci będą się bawić (zamiast spędzić ten czas bardziej nabożnie).
— Zostawcie ludziom wolność. Spójrzcie tylko na Mnie, na jak wiele Ja wam pozwalam. A ty, córko, módl się za nich w tym czasie, opiekując się ich dziećmi.


Okres przed Wielkim Postem

I spotkanie

(we troje)

— Panie, pragniemy w tym roku nie zawieść Ciebie.
— Moje kochane dzieci, nasze pragnienia są zgodne, ponieważ Ja też chcę nie zawieść się na was, ale jeżeli wy o to usilnie prosicie, to Ja specjalnie dla was dodam do zadań waszych więcej skuteczności, więcej radości — tak że nie obawiajcie się w tym roku, że coś okaże się ponad wasze siły, ponieważ to będą siły nasze wspólne. Cieszę się wami i obiecuję, że każdemu z was będę towarzyszył, gdyż dla każdego z was przewiduję inną pracę. Chciałbym objąć swoją opieką i kierownictwem wszystko, co dzieje się w waszym kraju (we wszystkich „gałęziach", na każdym odcinku) i to wszystko, co dzieje się w duszach wszystkich tych, których Ja wzywam do współpracy, którzy Mi odpowiedzą. Dlatego chciałbym, aby nic nie naruszało waszej ufności i waszej pewności mojego kierownictwa.
Umacniam was. Chcę, żeby odpadły z was choroby i słabości, dlatego wszystko, co wam dolega, oddawajcie Mi. Oddawajcie też wszystkie sprawy i wszystkich ludzi, z którymi Ja was spotykam. To wszystko, co wam ciąży na sercu, czym się martwicie, przynoście Mi. I nie czekajcie z tym do przyszłego tygodnia. Chcę z wami rozmawiać w każdym dniu i nocy.
Przyjmijcie moje błogosławieństwo i nie martwcie się, bo Ja nie odchodzę. Jestem z wami nadal. Pamiętajcie dzieci, że jeśli idziecie ze Mną pomimo ciężarów, przynosicie Mi więcej chwały niż kiedy jest wam zupełnie lekko. I Ja się wami wtedy bardziej cieszę. Teraz udzielam wam mojego błogosławieństwa i zachęcam do podjęcia wszystkiego, co wam w tym tygodniu polecę, bo wszystko będziemy robić razem.


II spotkanie

(we troje)

— Dla mnie najważniejsza jest wasza wytrwałość, stałość w niepowodzeniach (stanie przy Mnie), wasza ufność i poleganie na Mnie w każdym momencie decyzji. (Nie tylko działanie, ale decyzja na działanie, bo nie należy wycofywać się, trzeba być wiernym swoim postanowieniom). W waszym udanym działaniu jestem zawsze Ja, a w waszych trudach, niepowodzeniach i w ponawianiu wysiłków ujawnia się wasza wierność waszemu wyborowi. Moim pragnieniem jest, aby w was żyła stała gotowość dopomożenia Mi, która uzewnętrzni się w danych wam okazjach. Inaczej — chciałbym, dzieci, polegać na was zawsze.
I przestańcie sobie wyrzucać, że jesteście „ludzcy" z wszystkimi waszymi ograniczeniami i słabościami. Rodzaj ludzki powołałem do bytu, aby sam mógł wybierać i sam się doskonalić. Czyż nie jest to wspaniały zamiar: danie wam aż
tak wielkiej wolności przy tak ogromnej słabości i ograniczeniach?
— Tak, ale bardzo trudny do zrealizowania.
— Bo widzisz, dziecko, najtrudniej jest „żyć". Jeżeli walczycie o coś, co jest dla was ważniejsze niż wy sami, to w chwilach próby i śmierci macie moją pomoc (to znaczy—nieskończoną), ale żyjąc takim życiem jak wasze (w nieprawidłowych
stosunkach, przy wielu przeciwnościach), jesteście nieustannie zdani na wybór: czy chcecie działać sami, czy ze Mną. I wciąż zapominacie, że ze Mną możecie załatwiać sprawy w urzędach, stać w kolejkach, jeździć w tłoku i rozmawiać z przygodnie spotkanymi osobami. Ze Mną sprzątacie, gotujecie, pracujecie, piszecie, ze Mną myjecie się i ubieracie. Cokolwiek robicie, możecie mieć Mnie za towarzysza. I chyba przyznacie, że nie jestem natrętny ani wymagający? Nie narzucam wam rozmowy ze Sobą, jeżeli wy tego nie chcecie.
Zrobiło nam się smutno, bo wiemy, że tak rzadko i krótko chcemy być z Panem.
— Nie mówię wam tego z żalem, a tylko ukazuję, jak szeroki macie zakres wolności — tak wielki, że możecie odrzucać lub odsuwać od siebie waszego Stwórcę i Zbawiciela. Ale czy nie rozumiecie, że w ten sposób odsuwacie się od Tego, kto was najbardziej miłuje? A przecież wszyscy potrzebujecie miłości i tęsknicie za nią. I zapewniam was, że prawdziwie potrzebna wam jest moja i tylko moja miłość, bo dla niej zostaliście stworzeni.
Jeżeli nawet są okresy, w których wydaje się wam, że nic więcej wam nie potrzeba, to jednak nie trwają one długo. W tych zaś, którzy o Mnie słyszeć nie chcą, zobaczcie, co się dzieje: bez ustanku, do końca życia szukają, a że szukają na oślep, próbują zaspokoić swoją potrzebę miłości wciąż nowymi małymi radościami, wmawiając sobie, że są szczęśliwi, bo osiągnęli to co chcieli. (W myśli szybko przesuwające się obrazy: władza, sława, kariera, zmiana żon i statusu społecznego, jak najwygodniejsze, ale bezużyteczne życie, pieniądze, kliki, junty, mafie, wszelkie nadużycia i zboczenia, narkomania, alkoholizm itd. itd ).
— Chciałbym, abyście Mi teraz podziękowali z serca za to, że was przed tym uchroniłem. (Dziękujemy).
— Prosimy o uchronienie też naszych bliskich, przyjaciół, księży...
— Sługom moim w Kościele, moi drodzy, najbardziej zagraża pycha. Proście za nich usilnie, bo oni naprawdę nie wiedzą, co
robią, przypisując sobie wszystko to, co Ja im daję. Czy można Mnie winić za to, że jestem szczodry? Że tym zwłaszcza dużo daję, którzy mają moje dary rozdzielać? A oni tak Mnie nie (Pan mówi to z wielkim smutkiem) rozumieją... Dziękujcie Mi też w imieniu tych, którym dałem zbyt dużo na ich wytrzymałość. (...) Są zagrożeni, i to bardzo. Chciałbym, abyście Mi ich polecali — mojemu miłosierdziu. Róbcie to zawsze, gdy sobie o tym przypomnicie. Módlcie się za ślepe sługi moje.
A teraz podziękujcie Mi za tych, którym dałem mało, bo na nich się wspiera moje królestwo na ziemi.
— Dziękujemy za wyniesienie wszystkich biednych, niewykształconych, chorych, upośledzonych, tych, którzy mają życie zmarnowane przez innych; szczególnie za tych, którzy spodziewają się wszystkiego od Ciebie...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr_
Gość






PostWysłany: Pią 16:29, 15 Gru 2017    Temat postu:

III spotkanie

(we troje)

Mamy dużo indywidualnych próśb... Wreszcie milkniemy i oczekujemy na to, co Pan nam powie.
— Znam wasze zmartwienia, wasze myśli, wasze wszystkie pragnienia. Nie martwcie się, że jeśli nie powiecie o wszystkim, to Ja o tym nie będę wiedział. Wszystko, co wam potrzebne, dam wam we właściwym czasie.
A was proszę, módlcie się ciągle za kapłanów. Jeśli spotka was coś smutnego, ofiarujcie to za kapłanów; szczególnie w waszym kraju ofiarowujcie to za hierarchię. Bo Ja wam też obiecuję, że nie pozostawię ich w spokoju. Jeśli przystąpię do oczyszczenia Kościoła mojego, to zacznę „od ołtarza". Niczym się nie martwcie, dzieci, bo Ja czuwam.


IV spotkanie

(we troje)

Czytamy Pismo święte, czytania z dzisiejszego dnia: 2 Sm 24, 2. 9-17; Mk 6, 1-6. Przez krótki czas prosimy Pana, potem trwamy w milczącej adoracji. Po pewnym czasie...
— Napełniam wasze umysły, żebyście o Mnie myśleli. Napełniam wasze serca, żebyście Mnie kochali. Napełniam wasze ręce, żebyście darzyli Mną innych, nieśli Mnie ludziom.
A teraz, dzieci, módlcie się za siebie wzajemnie, jak chcieliście. Proście o błogosławieństwo moje dla każdego z was, proście wspólnie.


Wielki Post — rekolekcje

I spotkanie

— Chciałbym bardzo, dzieci, żebyście przez cały okres postu oddawały Mi każdy kolejny dzień od rana. Proście Mnie, żebym był waszym sumieniem, żebym wam jasno i mocno wskazywał wszelkie wasze punkty chore (braki, wady), a Ja to uczynię. Chciałbym, abyście ten czas spędziły pod moim okiem, a Ja potrafię go tak zorganizować, aby zamienił się w rekolekcje pod moim osobistym kierownictwem. Proście też, abym ten sposób działania rozciągnął na waszych bliskich, a uczynię to w miarę ich dobrej woli. Proście Mnie też o podobne działanie na wszystkich żyjących Polaków.
Pragnę was przygotować, dlatego z chęcią wysłucham waszych próśb, jeżeli będziecie ogarniać nimi innych. Wszystko, co was spotka w tym czasie, przyjmujcie jako moje specjalne dary lub wskazówki dla was, albo przeszkody, które uwidocznią wam wasze braki. W tym wszystkim będzie się wyrażała moja wielka miłość do was. A wy tylko chciejcie moich wskazówek, nie narzekajcie na nie. Bo jeśli będziecie mocno narzekać, to Ja się wycofam.
— Dziękuję Ci, Panie, za nas wszystkich, za to, że nie zrażasz się nami.
— Jakże bym mógł! Przecież jesteście moimi dziećmi. Ponadto lepiej niż wy znam waszą słabość i wedle niej planuję swoją naukę.
— Ach, „wiatr na wełnę jagnięcia"?
— Tak, dla bardzo małych jagniątek (Pan mówi to delikatnie, jak gdyby z uśmiechem).
— Ta nasza ludzka mania wielkości jest tak ogromna, chociaż nie ma podstaw.
— Ma podstawy, bo jest w was żywa świadomość godności dzieci Bożych, tylko jeszcze nie rozumiecie, co ona oznacza i przenosicie ją z duszy na warunki fizyczne (ciało i życie doczesne). Ale Ja wam pomogę i wszystko razem uporządkujemy.
A teraz daję wam, dzieci, moje błogosławieństwo (klękamy).


II spotkanie

(we troje)

Czytamy Pismo święte: Łk 11, 29-32; Jer 3, 1-10; Ps 51.
— Panie, stajemy przed Tobą i słuchamy Cię.
(Pan:
— Jeżeli mówisz, że stajesz, to stań, a nie siedź
powiedział to nie ostro, a żartobliwie, jak gdyby z uśmiechem, wiedząc że zrozumiemy intencję: nie tyle chodziło tu Panu o naszą pozycję, a o to, by panowała w nas zgodność słów z czynami; zrywamy się z krzeseł).
— Chciałbym, żebyście dobrze rozważyli, co wam najbardziej przeszkadza w was samych w pełnieniu gorliwszej służby Mnie (rozumiemy, że nie to, co w naszych oczach szpeci nasz obraz, lecz to, co nam faktycznie przeszkadza w służbie Panu, np. lenistwo, egoizm, interesowność, szukanie uznania, znaczenia. Należy zbadać, co jest przyczyną takiej postawy, zanalizować i oddać Panu; kolejno poszczególne błędy oddawać. Ważne jest, aby odkryć źródło naszej złej służby). Jest to miłość własna pod różnymi postaciami.
A teraz powiem wam krótko, jaka powinna być służba prawdziwie Mnie godna. Powinna być bezinteresowna. A co to znaczy? Chodzi o to, żebyście widzieli przed sobą tylko Mnie jako tego, ku któremu spieszą wszystkie wasze starania. A Ja jestem stale obecny i zawsze jednakowo godzien czci, dlatego wasza służba powinna być równa. To nie znaczy jednakowo aktywna, jednakowo wytężona, jednakowo monotonna, bo zależy ona od sytuacji, w jakiej was stawiam; i Ja sam dbam o to, aby was nie przemęczać. Równa, to znaczy jednakowo gorąca i chętna niezależnie od okoliczności, które was zniechęcają lub przeciwnie — pociągają.
Chciałbym, abyście sami zobaczyli, na ile ulegacie emocjom (waszej naturze emocjonalnej). A wtedy możemy przystąpić do uzdrawiania waszej natury — o ile tego zapragniecie.
Drugą, równie ważną sprawą, jest uleganie pokusom natury intelektualnej. Szatan usiłuje was przekonać rozumowo. W tym wypadku daję wam od razu bardzo prostą radę: z nieprzyjacielem nie wchodzi się w dyskusję, nie pozwala mu się
przekonywać. Jeżeli on ku temu zmierza, wy odsyłajcie go do Mnie. Zwykły żołnierz nie ma prawa dyskutować z nieprzyjacielem, odsyła go do wodza, a ten sobie z nim poradzi.
(Przykład: kuszenie na pustyni. Pan Jezus odsyłał szatana do Ojca — do słów Pisma świętego. Pan życzy sobie, abyśmy rozważyli ten fragment Pisma świętego: Mt 4, 1-11; Łk 4, 1-12).
Chcę wam jeszcze ukazać, jaka broń obezwładnia go najszybciej i najmocniej. Wasza pewność, że jesteście kochani przeze Mnie i otoczeni moim miłosierdziem. Odwołanie się do mojego miłosierdzia unieszkodliwia waszego wroga (szatana), ponieważ on wie, że to jest prawda. Chciałby tylko zachwiać waszą pewność wykazując wam waszą słabość, wasze braki i uwypuklając wasze wady przed waszymi oczyma. To też jest prawda (że je macie), ale gdzież jest znak równania pomiędzy waszą nędzą a moim miłosierdziem!
Pamiętajcie, że on jest waszym oskarżycielem przede Mną i nic złego ponad to uczynić nie może. Jesteście obmyci (ochrzczeni) moją Krwią, przebywacie wewnątrz mojego Serca — a nie poza nim — i nic was z niego usunąć nie zdoła, bo nawet gdybyście to teraz sami zrobili w pełni zdecydowania woli, Ja będę wam pamiętał to, że kochaliście Mnie i służyli Mi. Dlatego, myśląc logicznie, nie możecie się bać, a wszelkie wasze lęki są wam narzucane (wszczepiane przewrotnie) i nie mają żadnych podstaw.
Dla całej ludzkości jest tylko jedno prawo — prawo mojego miłosierdzia, przez które jest odkupiona, i prawo miłości wzajemnej, która powinna zespalać was ze Mną i ze sobą nawzajem.
0 tym będziemy mówili w następnych spotkaniach. Tak więc waszą pracą obecnie jest stawanie przed moim miłosierdziem i sprawdzanie, jak daleko odeszliście od niego w waszej miłości do siebie samych. Dlatego zapraszam was, dzieci, wejdźcie na opokę mojej miłości do was i z tego miejsca rozpatrujcie wasze życie i wasze słabości. (...)

Rozmawiamy między sobą o spotkaniach z ludźmi, o tym, że może zbyt niecierpliwie oczekujemy ich zwrócenia się ku Bogu; chcielibyśmy to sami sprawić lub zobaczyć. Potem jeden z nas mówi Panu:
— Ludzie nie muszą reagować tak, jak mnie by się to podobało. Ty widzisz, Panie, jakim każdy jest, i stajesz na ich drodze w odpowiedniej chwili. Ja tylko przygotowuję grunt mówiąc im o Twojej miłości.
— Mój synu, robiłeś to ze Mną.
— Chwała Ci, Panie...
— Chciałbym zawsze z tobą współpracować. Jaka to dla Mnie radość współdziałać z synami ludzkimi. Pomyślcie o tym, dzieci. Myślicie, że to dla Mnie trud, a to jest szczęściem dla Mnie, gdy człowiek zaprasza Mnie do współudziału (w swoim życiu).
O wszystkich, których Mi poleciliście, pamiętam. Teraz, dzieci, uklęknijcie...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr_
Gość






PostWysłany: Pią 16:45, 15 Gru 2017    Temat postu:

III spotkanie

(we czworo)

Podczas rozmowy (na tematy osobiste) jedna z nas wyznała:
Za mało ufam Panu, ale wiem, że Pan mnie kocha. I tu — „włączył się" Pan:
— To dobrze, że wiesz o tym, dziecko, ale to jeszcze za mało. Musisz być absolutnie pewna, że Ja usunę wszystko, co przeszkadza ci w świadczeniu o Mnie, o ile w tym pragnieniu będziesz trwała. Waszym sprawdzianem jest czas. Zobacz, ile czasu pozostawiłem tobie. A teraz pragnę, żebyś oddała swój czas do dyspozycji Mnie.
Proście o poznanie siebie w moim świetle, bo Ja postępuję łagodnie: nie ukazuję wam od razu ogromu i ciężaru waszych win, a raczej wskazuję „punkty zapalne" — miejsca w was, w których rodzą się błędy i pomyłki. Rozważajcie dalej ich źródła, ukryte w waszej miłości własnej.
Rozmawiamy, zachwycamy się delikatnością Pana Jezusa.
— Tak, Ja właśnie taki jestem. Ile razy prosiłaś Mnie, bym do ciebie mówił głośno, wyraźnie, wymagał, żądał, a Ja ci
odpowiadałem, że to nie są moje metody. Jeżeli zastanowicie się, sami przyznacie Mi rację, bo Ja wiem, że każde z was za mało ma — a bardzo potrzebuje — delikatności, zrozumienia i traktowania was z szacunkiem i z prawem do wielkiego obszaru wolności wyboru. Czyż nie o tym mówiliście dzisiaj? Uskarżaliście się na to, a więc odczuwacie bardzo boleśnie brutalność i agresywność waszych bliźnich, chociażby mieli jak najlepsze motywacje.
Ja, wasz Ojciec, wiem jak bardzo podobni jesteście do Mnie, jeżeli tylko świat pozwoli wam rozwinąć w sobie moje podobieństwo. A że zwykle szkodzi wam, więc Ja robię wszystko, aby to naprawić. Przecież Ja was przygotowuję do spotkania z moim królestwem!
Kiedyś powiedziałem ci, że „dosyć świat was gnębi, straszy i poniża — Ja tego robił nie będę". Może wydaje wam się, że jestem bezbronny, ale to Ja pozwalam się ranić, bo wierzę, że prędzej czy później sami zauważycie, że sprawiacie Mi ból. Nie muszę wam tego wymawiać. Ja was przecież wychowuję. Nawet w świecie nie każdy jest od razu „dobrze wychowany". A moje wychowanie trwa przez całe wasze życie. Ale spójrzcie, jakie mam rezultaty!
Pan ukazuje nam swoich świętych, rozpoczynając od proboszcza z Ars, św. Jana Bosko, Brata Alberta, i pyta:
— Czy któryś z nich był kiedykolwiek niedelikatny? Ranił bliźnich? Wysuwał żądania dla siebie? Ubiegał się o przywileje? A przede wszystkim, czy wszyscy moi przyjaciele — „wychowankowie" (wychowani przez przyjaźń), byli obojętni na cierpienia bliźnich? Moje wychowanie kieruje was na moje drogi. Ja was zapraszam, abyście chodzili po świecie ze Mną i zatrzymywali się tam, gdzie Ja się zatrzymuję.
Jedna z nas przypomniała sobie i opowiedziała historię konia, który sam się zatrzymywał przed żebrzącymi, bo tak często jego pan dawał im jałmużnę (chodzi o Kościuszkę w czasie jego pobytu w Szwajcarii). Pan „włączył się" do rozmowy:
— Wy jesteście lepszymi dowodami (niż ten koń) mojej miłości do was. Wy jesteście moimi znakami dla świata, moją żywą obecnością. Czyż dla takiego celu nie warto pozwolić się ranić, narażać na nieczutość i obojętność, jakże często na
zapomnienie...?
Jedna z nas mówi, że Pan chce, żebyśmy rozważyli, jak rzadko zwracamy się do Niego w ciągu dnia i prosimy Go o współpracę.
Pan dodaje:
— Otóż właśnie o to Mi chodziło. Zastanówcie się nad tym do następnego spotkania. Ale chcę wam dać jedną radę. Ilekroć spostrzeżecie w sobie takie brutalne zachowanie wobec Mnie, tylekroć możecie je naprawić — sprawiając Mi przy tym wielką radość — okazując najbliższemu waszemu bliźniemu specjalny szacunek i delikatność (uprzedzającą grzeczność). Chciałbym, abyście to zapamiętali.
Prosimy za bliskich, w tym za ostatnio zmarłych.
— Najlepszą pomocą dla nich są wasze czyny miłosierdzia.


IV spotkanie

(we troje)

— Jak mam pisać do mojej siostry zbolałej (a chyba i zbuntowanej wobec Ciebie) po śmierci jej dziecka, zmarłego jeszcze przed urodzeniem?
— Napisz, synu, z największą delikatnością to, co wiesz: że Ja powołuję każdego z was do istnienia w szczęściu, i tylko wasza zła wola może waszą przyszłość zmienić. Czyż mogłem skrzywdzić maleńkie dziecko, gdy nie dałem mu czasu nawet na zły wybór? Napisz jej, że dziecko posiada we Mnie Ojca i Matkę i nic mu już nie zagrozi, podczas gdy w świecie wolnej woli ludzkiej stykałoby się z wszelakim zagrożeniem nieustannie. Napisz też, żeby nie obawiali się o los przyszłego dziecka, bo ono będzie miało orędownika u Mnie.
Chciałbym, abyście żyli w świadomości, że słucham was nieustannie; więc o swoich troskach i niedolach waszych bliskich możecie Mi mówić w każdej chwili, bo Ja się cieszę, kiedy widzę w was przejawy bezinteresowności. Więc nie bójcie się ogarniać swoim zainteresowaniem i wstawiennictwem wszystkich i wszystkiego; przeciwnie, chciałbym, abyście stawali się coraz wrażliwsi. (...)
Chciałbym wam teraz, dzieci, zaproponować, abyście zechcieli się otworzyć na moje działanie w was, jakiekolwiek ono będzie. Proszę was o zezwolenie, bo Ja pragnę postępować z wami wedle mojej woli. Lekarza też trzeba poprosić do domu i przyjąć jego metodę leczenia, a ona może wydać się wam sprzeczna z waszymi pragnieniami czy przewidywaniami. Dlatego specjalnie was proszę teraz, w okresie postu i pokuty, o waszą zgodę i gotowość przyjęcia (ochoczo tego, co Pan chce nam dać). Nie bójcie się od razu.
— Zgadzamy się.
— No, to przystąpimy do leczenia. Chciałbym, aby każdy z was codziennie, stale mówił Mi o swoich niedomaganiach fizycznych, psychicznych, emocjonalnych, o kontaktach z innymi ludźmi. Mówcie Mi też o waszych oporach (np. boję się być sama) i o waszej nieumiejętności radzenia sobie (w konkretnych sprawach). Przecież Ja wam mogę ułatwić wszystko i wyzwolić ze wszystkich obciążeń, jeżeli Mi zezwolicie. No, zobaczymy jak nam to pójdzie. Macie na to ochotę, dzieci?
— Naturalnie, Panie. Oczywiście.
Rozmawiamy o tym, że posiadając wszystkie skarby ziemi można być głodnym miłości i nieszczęśliwym.
— Widzicie, jak potrzebny wam jest ktoś, kto was naprawdę kocha.
— Nie zasługujemy na błogosławieństwo.
— Nie dlatego je otrzymujecie, że zasługujecie na nie, ale dlatego, że jest wam ono potrzebne.
Teraz daję wam moje błogosławieństwo. Niech was umocni i podtrzymuje aż do następnego spotkania. Tulę was do serca,moje biedne, zafrasowane dzieci.


V spotkanie

(we czworo)

— Proszę Cię, Panie, abym wiedział, jak mam postępować.
— Jeśli masz wątpliwości, to pytaj Mnie. Jeśli masz trudności w słuchaniu Mnie, to pytaj przez Pismo święte. Chcę, żebyś wiedział, synu, że wszystko, co robisz dla Mnie, Ja przyjmuję z radością niezależnie od tego, czy ci się uda, czy nie — bo to jest twój dar. Wiem, że serce twoje jest zwrócone do Mnie. Myślisz, jak Mi szykować drogę; i to jest Mi miłe. A rezultaty — jak wam mówiłem — zależą ode Mnie.
— Prosimy Cię, Panie, o dobrą pamięć dla nas wszystkich, żebyśmy mogli dzielić się Twoimi słowami. Czy chciałbyś, Panie, zwrócić mi specjalnie uwagę na którąś ze spraw poruszanych na moim spotkaniu z przyjacielem?
— Zaproś Mnie po cichutku, synu, jako trzecie go na to spotkanie, a Ja ci pomogę. Ale sam dobrze wiesz, że chcę, abyście tak postępowali, jak Ja postąpiłbym w danej sytuacji. Chcę, żebyście się sami sprawdzali w każdej sytuacji trudnej lub nieprzyjemnej (zawodzącej was), jakie w tym momencie jest wasze zawierzenie? Czy Ja nadal jestem na pierwszym miejscu w waszym sercu? I to jest wszystko, co wam proponuję na najbliższe dni. Proście, abym wam przypominał o tym w momentach sprawdzania siebie (czyli w okolicznościach, które Pan daje nam właśnie po to). Mówiłem wam rano, że dla was najważniejszą rzeczą jest zawierzenie Mi na wszystkich płaszczyznach życia. Bo jeśli naprawdę zawierzacie mojej miłości do was, to będziecie pewni mojej obecności przy was i świadomi tego, że to Ja was stawiam wobec kolejnego zadania. Będzie to zawsze sprawdzian waszej bezinteresownej miłości. Po pierwsze, czy kochacie Mnie bardziej niż siebie? (Rozumiemy, że w okazywaniu uczuć zniechęcenia, smutku, w wątpliwościach przejawia się nasza miłość własna. Gdybyśmy Boga kochali ponad wszystko, bylibyśmy przekonani, że to On nas zapytuje przez tę sytuację i odpowiadalibyśmy — Jemu, zawierzeniem.) A po drugie, czy (bardziej niż kochacie bliźniego swego bardziej niż siebie swoje emocje, niechęci, zmęczenie, złe nastroje). Jeżeli ich kochacie, oszczędzicie im ujawnienia swoich uczuć, które mogą na nich wpłynąć negatywnie. Ich stan wewnętrzny będzie dla was ważniejszy niż wasz. Po prostu będziecie zajmować się nimi, a nie sobą.
— Sprawiłem komuś przykrość, bo nie wziąłem pod uwagę tego, czego ta osoba oczekuje ode mnie. I uświadomiłem sobie zarazem, że tyle razy mogłem Tobie, Panie, sprawić przykrość, gdy nie brałem pod uwagę Twojego stosunku do mnie. Jak mogę to wynagrodzić?
— Do Mnie zwracajcie się tak samo jak do ludzi. Mnie wystarczy jedno słowo: „żałuję", „nie przemyślałem", „nie zastanowiłem się", „przepraszam". A jeśli jeszcze powiecie Mi, że Mnie kochacie, będę szczęśliwy. Tamto zostanie zapomniane. Jeśli chodzi o ludzi, macie Mnie również po to, abym mógł naprawiać wasze niedociągnięcia. Proście, a zrobię to z radością. (Osoba skrzywdzona ma całą miłość i współczucie Pana; a jeśli jeszcze prosimy za nią, to cieszymy Pana).
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr_
Gość






PostWysłany: Pią 17:06, 15 Gru 2017    Temat postu:

Ostatnie spotkanie wielkopostne


Kilka tygodni wcześniej Pan zaczął mówić o swoich metodach wychowawczych; dziś to uzupełnił.
— Moja więź jest z każdym z was osobista, inna i intymna, bo jest stosunkiem miłości wzajemnej. Wiem dobrze o tym, że to moja miłość jest pierwsza, bo z niej powstaliście; że jest stała, mocna, niezmienna, a wasza powoli i z oporami staje się prawdziwą miłością. Ale czy może być inaczej pomiędzy Ojcem a dziećmi Jego? Ojciec tylko daje, dziecko — przyjmuje: żyje i rozwija się z miłości rodziców. Dziecko nic nie ma własnego, wszystko otrzymuje, i wie o tym. Uważa to za stosunek naturalny, gdyż długo trwa, nim staje się samodzielne. Póki dziecko jest w domu rodzinnym, ma wszystkie swoje potrzeby zaspokajane — wedle możliwości i decyzji rodziców. Ja jednak jestem Ojcem bardzo hojnym i dbam o was.
Dziecko nie dziękuje ojcu stale i za wszystko, co otrzymuje, bo uważa to za stan normalny — od urodzenia zawsze tak było, prawda? Czyż Ja, wasz rzeczywisty Ojciec, domagam się podziękowań i pochwał? Waszą wdzięcznością jest radość
lub zadowolenie, z jakim przyjmujecie to, co wam daję. Lecz pomiędzy rodzicami waszymi a Mną istnieje zasadnicza różnica — w celu. Oni przygotowują was do samodzielności w życiu ziemskim — wedle jego wymagań. Musicie więc stawać się odpowiedzialni za siebie, zdobyć wiedzę i umiejętności, stać się zaradni i orientować się możliwie jak najlepiej w warunkach, w jakich macie spędzić życie. Rodzice żyjący blisko ze Mną, starają się również o to, by przekazać wam własne doświadczenia z życia duchowego w przyjaźni ze Mną. Wtedy spotkanie wasze ze Mną jest ułatwione i następuje o wiele wcześniej, o ile ufacie rodzicom waszym i ich wskazaniom. Ja zaś podtrzymuję ich i was.
Nie ma człowieka nie przeznaczonego do życia w wieczności ze Mną i nie odkupionego przeze Mnie. Dlatego też, że jestem Mistrzem każdego z was, wszelkie zaniedbania i braki w waszym wychowaniu duchowym potrafię uzupełnić — jeżeli
zapragniecie Mnie. Abyście zaś zechcieli Mnie szukać, naginam okoliczności waszego życia w taki sposób, by wasze poszukiwanie celu i sensu życia znalazło swój koniec — we Mnie.
Całe życie człowieka jest szkołą i nauka nigdy się nie kończy, gdyż jest przygotowaniem was do życia o wiele wspanialszego, życia człowieka dojrzałego, który wyboru już dokonał i wybrał raz i na zawsze Miłość — Mnie, jako wartość najważniejszą, jedynie godną trudu. Wtedy przechodzi do życia wiecznego, wedle swojego pragnienia. W moim królestwie nie istnieje zło, fałsz i błędy. Ja jestem jego sercem, światłem i Ojcem już rozpoznanym, odszukanym i na wieczność bliskim. Tym, którzy nie zdążyli przygotować się dostatecznie, by móc w nim żyć, pomagam w oczyszczeniu się, lecz wszelkie moje wysiłki ku temu zmierzają, abyście już na ziemi stali się przyjaciółmi mymi, ażebyście z dzieci wyrośli Mi na synów dojrzałych na tyle, by stać się zastępcami mymi, pomocnikami, a więc — ojcami dla innych ludzi, mniej jasno widzących sens i cel swego życia niż wy. Wszyscy jesteście moimi dziećmi, nad każdym z was cierpliwie się trudzę i o szczęście jego zabiegam. A szczęście ludzkie spełnia się we Mnie, bo nie dla niewielu lat życia na ziemi — znojnego, pełnego zawodów i przemijania powołałem was do istnienia, a do pełni życia we wzajemnej miłości w królestwie Bożym: życia nie znającego śmierci, bólu, braków, starzenia się i rozpadu; przeciwnie, życia wciąż rosnącego w radość poznawania, rozumienia w nieustającej wymianie miłości, w szczęściu świadomości swojej godności dziecka Bożego, we wdzięczności i uwielbieniu dla Mnie — Tego, który wam ofiarą śmierci swojej to szczęście umożliwił.
Jakże przejść możecie z waszej atmosfery nienawiści, złości, chciwości, zawiści, podejrzliwości, przewrotności i kłamstwa do mego domu — domu miłości wzajemnej, radości, prawdy i braterstwa, jeżeli uprzednio nie przygotujecie się do życia w nim? A jak inaczej przygotować się możecie, jeśli nie przez odrzucenie — w sobie — tego wszystkiego, co przynależne jest światu, lecz nie ma wstępu do królestwa mojego? Tego was uczyłem, przebywając z wami i żyjąc wśród was, ukazywałem — Sobą samym — że można być człowiekiem wedle zamysłu Ojca nie zarażając się drążącym was złem. Powiecie: „Ale Ty byłeś Bogiem". Tak, lecz i człowiekiem, tak jak wy doświadczającym wielorakiego zła, braków, niedoli i cierpienia. Istotne jest to tylko, jak Ja odpowiadałem na owo zło świata, i to było nauką uczniów moich, a przez nich stało się Ewangelią waszą.
Ci, którzy podejmują trud naśladowania Mnie, uczą się — każdy we właściwych dla siebie i najbardziej sprzyjających mu warunkach — jak stawać się nowym Adamem, nową Ewą, dziećmi Bożymi współżyjącymi z Ojcem swym w miłości
i zrozumieniu już tu na ziemi. Jeśli nauczania mego nie odrzucicie, nie zlekceważycie, bo wydać się wam może nieprzydatnym do życia wśród ludzi poszukujących dóbr materialnych i walczących ze sobą o nie; jeżeli uszanujecie starania moje o was, miłość moją i troskę o każdego z was; jeśli nie odepchniecie Mnie i nie wzgardzicie Ofiarą moją, lecz przeciwnie, wykorzystacie Krew moją, która oczyszcza was, i Ciało moje, które umacnia i przemienia was — nie umrzecie, a przejdziecie z życia ku życiu we wspaniałości Królestwa.
Dom, który przygotowałem wam, nie ma granic miejsca ani kresu czasu, ale wejdą doń ci tylko, którzy nauczyli się kochać. Na tę naukę poświęćcie życie. Daję wam siebie ku pomocy. Duch Święty was podtrzymuje, radzi, rozpala. Tysiące nauczycieli — waszych starszych braci — z domu mego z radością udziela się wam i każdy z was może wśród nich wybrać sobie przyjaciół wedle upodobania swego. Pierwszym z nich jestem Ja! Musicie Mi jednak uwierzyć. Dlatego podstawą waszego życia, czyli rozwoju duchowego, jest zawierzenie Mi. Wiara w e Mnie — to za mało; przyjęcie moich słów i życie wedle nich — to jeszcze za mało. Tak postępował bogaty młodzieniec, lecz nie poszedł za Mną. Co mu przeszkodziło? Przywiązanie do tego wszystkiego, co posiadał, a czego porzucić nie chciał. Konieczne jest zawierzenie Mi „pomimo wszystko" — pełna i stała ufność w to, że kocham was i cokolwiek czynię, chociażby wydawało się, że krzywdzę was, robię to dla waszego dobra wiecznego, dla prawdziwego szczęścia człowieka.
U podstaw grzechu pierworodnego tkwi nieufność i podejrzliwość względem intencji Boga. Zaszczepił ją w was nieprzyjaciel, lecz wy przyjęliście do serca oszczerstwo i zwątpiliście w bezinteresowną miłość Boga, Ojca i dobroczyńcy waszego. Dlatego szatan mógł doprowadzić was do zaprzeczenia prawu Bożemu, do odmówienia Bogu wiary, a więc i posłuszeństwa. Cały rodzaj ludzki nieustannie się z tym boryka. W każdym z was żyje czujna i podejrzliwa gotowość do zaprzeczenia zamiarom Boga, Jego nieskończonej dla was miłości, miłosierdziu, ojcowskiej trosce i pomocy. I ciągle powtarzacie wspólny wasz błąd. Dlatego póki nie odstąpicie od niego, próżne są moje wysiłki.
Dlatego też wciąż mówię wam o mojej naturze, przekonuję was, a ostatecznie ofiarowałem się, aby wam śmiercią moją udowodnić miłość Boga do swego stworzenia, dziecka zbuntowanego i nieszczęśliwego — człowieka. Zwracając się ku Mnie, każdy z was musi chcieć sam obalić swój błąd; na gruzach nieufności, zwątpienia i podejrzliwości — ustawić żelazny fundament zawierzenia. Jeśli odrzucicie ten przytłaczający was ciężar błędu, reszta będzie prosta, bo Ja podejmę wasze życiowe ciężary i poniosę je z wami. Podążać będziemy do domu Bożego wspólnie i razem przekroczymy bramy życia.
Zawierzenie Mi to nie jeden akt woli, ale to nieustanne odpowiadanie „ufam" na niezliczone pytania rodzące się wśród wydarzeń każdego dnia. Dlatego gorąco pragnę, abyście uwierzyli Mi, że to Ja sam biorę udział w waszym życiu. Ja wybieram codzienne sytuacje, okoliczności, ludzi, z którymi was spotykam, tak jak zadecydowałem o czasie, warunkach i miejscu, w jakim się narodziliście, o waszych talentach, zdrowiu, powołaniu i liczbie waszych dni, a wszystko to dobierałem jako najbardziej wam przydatne — wedle natury waszej. Każdy z was jest odmienny i każdy na drodze ku królestwu mojemu inne pożądania odrzucić musi, co innego poskromić w sobie, czego innego poniechać. Różne przeszkody pokonujecie, każdy wedle możności swojej. Macie odmienne hierarchie wartości wpojone wam przez otoczenie, różne kryteria ocen. Wychowanie, a i możliwości wasze różne są, zależne od epoki i ustroju, w jakim żyjecie, od czasu pokoju i czasu wojen lub przemocy zła. Świat wabi was, a zarazem przeciwstawia się wam. Bo życie, dzieci moje, to pora wyborów. I po to je otrzymujecie, aby móc sami zadecydować o sobie. Ale Ja w nim jestem ciągle obecny — żywy i kochający. Jeżeli przyjmiecie do serca naukę moją i podejmiecie trud wyborów wraz ze Mną, wspólnie, Duch mój prowadzić was będzie i prostym stanie się odróżnienie dobra od zła, pozorów od rzeczywistości, prawdziwego piękna od złudzeń. On bowiem jest Światłem i Prawdą, przewodnikiem waszym i pewnością. Z Bogiem żyjąc w miłości i zaufaniu, prostą drogą i szybko postępować będziecie, rychło zatem stać się możecie nauczycielami dla młodszych braci waszych — a świat spragniony jest Prawdy i głodny Mnie. Wtedy staniecie się przyjaciółmi mymi i wypełnicie — w sobie — zamierzenie moje dla rodzaju ludzkiego: „aby wszyscy stanowili jedno", „abyście się wzajemnie miłowali" — które jest kluczem do królestwa niebieskiego. Nie tylko sami wejdziecie tam, lecz wprowadzicie rzesze zabłąkanych braci swoich, a miłość Boga
otoczy was i nasyci...


Okres Wielkanocny

I spotkanie

(we czworo)

Pytamy:
— Czy chciałbyś, Panie, bym przekazał coś zakonnikowi, z którym mam się spotkać?
— Przede wszystkim powiedz, synu, że stale troszczę się o Kościół mój, którym w zamierzeniu moim jest cała ludzkość, i na każdego człowieka patrzę jak na moje dziecko. Z tym że wy, kapłani, otrzymaliście więcej, jesteście bogatsi i macie czym dzielić się z innymi. Ale odpowiedzialność wasza za nich wobec Mnie jest też o wiele większa.
W tych czasach, które nadchodzą, nikt by nie ostał się bez mojej specjalnej opieki. Dlatego troska moja wzrasta do tego stopnia, że mówię z wami osobiście, abyście wiedzieli, że stoję przy was. Starajcie się zrozumieć, póki czas, że całe to moje działanie jest wyrazem mojej miłości do was, i uwierzcie Mi, aby nie zawstydziła was Niniwa. Przychodzę do was z pomocą z całym niebem, dlatego liczcie na współbraciwaszych, którzy są ze Mną. Szczególnie zwracajcie się ku Maryi, Królowej nieba i waszej, bo niczego wam tak nie trzeba jak orędownictwa Matki. Powiedz mu jeszcze, że Ja odradzam świat na nowo i daję wam teraz czasy apostolskie.
Błogosławię cię, synu i proszę, nie kłopocz się, nie martw, bo to jest moje dzieło, nie twoje. Dlatego pamiętaj, jeśli cokolwiek nie udawałoby ci się, to Ja o tym wiem i do tego dopuszczam. Ale tam, gdzie jest dobra wola człowieka, tam jest wolne miejsce na moje działanie.
— Chciałbym spytać o moich rodziców.
— Czy myślisz, synu, że nie są oni przy tobie? Wszystko wiedzą, wspomagają cię i cieszą się tobą. Tylko pamiętaj, że ty twoim wysiłkiem możesz spowodować ich większe szczęście; nie skutkami działań, lecz samym działaniem. Otrzymujesz teraz ich błogosławieństwo razem z moim. Mówimy wiele o ludziach, o których się troszczymy, i prosimy za nich.
— To, co robicie, dzieci, i to, co macie zamiar wykonać, róbcie spokojnie: w tym wszystkim Ja jestem. Sprawiliście Mi radość dziękując za te okazje, które wam dałem. Ucieszyliście Mnie tym, że zauważyliście moje starania o was. Pamiętajcie, że moje zabiegi wychowawcze polegają na tym, aby dać wam jak największe możliwości bycia użytecznymi w mojej walce o dusze ludzkie. Dlatego daję wam te możliwości, bo one właśnie są waszym srebrem i złotem w moim domu (rozumiemy, że Pan pozwala nam „ciułać", abyśmy weszli bogaci. Wielcy święci dokonywali wielkich dzieł, a my uczymy się od „przygody" do „przygody", od spotkania do spotkania z każdym człowiekiem, dzień w dzień po trochu, „drobnymi krokami").
Zagadaliśmy się, nie zwracając się przez dłuższy czas uwagi na obecność Pana; nagle ocknęliśmy się:
— Panie, znowu zaczęliśmy rozmawiać między sobą.
— Mnie interesuje to, co przeżywacie — wasze życie.
— Jeżeli macie dużo spraw, to zawsze zastanawiajcie się, co jest waszą największą powinnością. Ty, córko, wiesz, co jest twoją służbą. Ty, synu, masz jeszcze powinności z wyboru: rzetelną pracę i obejmowanie swoją miłością wszystkich, z którymi się tam stykasz. A miłość do bliźnich jest widzeniem w nich mojej miłości, którą ich otaczam i moich zamiarów uszczęśliwienia ich (zbawienia). Natomiast wy możecie Mi w tym dopomóc przez zauważenie ich indywidualnych potrzeb, ich poszukiwań i przez dopomożenie im. (Rozumiemy, że chodzi o to, abyśmy zatrzymując się przy każdym, z kim się spotykamy, umieli dostrzec jego indywidualność, uświadamiając sobie, że Bóg stworzył go ku jakiemuś celowi; wtedy będziemy mogli mu wskazać kierunek, żeby zrobił krok naprzód—słowem dać pomoc odpowiadającą właśnie jemu). Pomyślcie, ile osób wam pomogło i chciejcie tę pomoc przekazywać innym.
Jakże Ja was kocham, dzieci, jak się cieszę, że mogę mówić z wami. Od stworzenia rodzaju ludzkiego pragnieniem moim było rozmawiać z wami, przebywać z wami, uczyć was tak, jak ojciec uczy swoje dzieci. Napełniacie Mnie radością, kiedy lgniecie do Mnie pomimo waszych niedoskonałości i niepełnego zawierzenia. Tu, kiedy przychodzę do was, mam swoją malutką rodzinę i cieszę się wami.
— Dziękujemy Ci, Panie, za to, co powiedziałeś. To jest wielka radość dla nas.
— Poszedłem za was na krzyż. Czyż każde spotkanie z waszą ufnością nie jest moją pociechą...?
— Ogarniam codziennie modlitwą tych wszystkich, którym pomagałeś Panie przeze mnie...
— Moje dziecko, to jest twój obowiązek. Przecież człowiek składa się z duszy i ciała. Jakże byś mogła karmiąc ciało, pozostawiać duszę na pastwę głodu. A duszy ty nie nakarmisz, tylko Ja.
— Panie, oddajemy się Tobie...
— Przecież Ja was o to proszę. Oddawajcie każdą myśl, która was zasmuci czy zaniepokoi. Tulę was do serca. Niech pokój mój spocznie na was i pozostanie z wami.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr_
Gość






PostWysłany: Pią 17:20, 15 Gru 2017    Temat postu:

II spotkanie

Czytamy Pismo święte (czytania dnia): Dz 12,24-13, 5a; J 12, 44-50.
— Oddajemy Ci, Panie, wszystkie nasze niepokoje, troski i napięcia.
— Ja je już przejmuję. Zajmijcie się moimi sprawami, a Ja będę troszczył się o wasze.
— Panie, mówiłeś, że ludzie proszą o małe rzeczy, a mogliby prosić o wiele, i że Ty tego chcesz.
Prosimy o wiele spraw. (...) Pan przypomina w pewnej chwili:
— A jeszcze psalm. (To delikatne zwrócenie uwagi na nasze niedbalstwo, bo skoro sami postanowiliśmy zacząć od „czytań", powinniśmy poznać wszystkie teksty wybrane na ten dzień. Czytamy Psalm 67. Odczuliśmy go jako błogosławieństwo Boże naszym troskom apostołowania. Przeczytaliśmy jeszcze 1 P 5, 5b-14. Rozmawiamy o przemianie św. Piotra).
— Dziękujemy Ci, Panie, za wszystkie Twoje słowa i prosimy o siły i czas do dzielenia się nimi.
— Jestem z wami. Czujcie się swobodnie. Towarzyszę waszym myślom. Nie zawsze rozmawiam z wami, ale zawsze z wami jestem. I dzisiaj chcę przebywać z wami. Zasiądźcie do stołu, jedzcie, pijcie (herbatę) i rozmawiajcie — dzielcie się swoimi sprawami.
(Rozmawiamy: Prosimy...).
— Proszę Cię, Panie, za moich podopiecznych, którzy nie przykładają się zbytnio do pracy.
— Poradź im, niech robią to dla Mnie. Każda praca może być oddawana Mnie.
Długo wyliczaliśmy nasze prośby...
— Dzisiaj, Panie, słuchałeś nas...
— Moje dzieci, cieszę się, że wypowiedzieliście się przede Mną. Wiecie, czego w a m potrzeba najbardziej? Głębokiego spokoju wobec wszystkiego, co się wokół was kłębi. A z czego on wypływa, jak sądzicie?
— Z pewności, że nas kochasz.
— Z tego, że nie ulegacie emocjom.
Każdy człowiek musi odnaleźć w swoim życiu trwały punkt oparcia wobec wszystkiego, co go otacza, spotyka, co w niego uderza. Inaczej to, co wy nazywacie „wichrem historii", uniesie go. Wy wiecie, że Ja jestem waszym oparciem, a Mnie nie
trzeba szukać za granicą — Ja jestem zawsze tam gdzie wy. Dlatego nie jest słuszne mówienie o „poszukiwaniu Mnie", bo żeby Mnie znaleźć, wystarczy zezwolić Mi na zbliżenie się do siebie. Ja jestem odwiecznym, nienaruszalnym fundamentem
świata, obecnym w każdym jego atomie. I nie tyle "szukać" Mnie trzeba, ile oprzeć się na Mnie — po prostu chcieć być ze Mną.
Wasza wola może mnie dosięgnąć w każdym momencie i uzyskać całą moją moc do pomocy sobie. Mnie nie trzeba prosić długo ani na kolanach, ani zabiegając o moje względy; wystarczy powiedzieć: Ojcze, pomóż! Ojcze, przyjdź! Ojcze, ratuj! — o ile wasz rozum i wola przyjmą prawdę o Mnie, o tym, że jestem Tym, kim jestem (czyli, o ile zawierzymy Panu). Powiedzcie Mi, czy to jest takie trudne?
— Im bardziej się ufa, tym łatwiejsze.
— To, co wam powiedziałem, jasno precyzuje, że Ja od was nie wymagam czasu ani specjalnego miejsca czy warunków, by być z wami, a tylko waszego wolnego wyboru przyjęcia Mnie przez wasze władze duchowe (sumienie, rozum, wolę). Dlatego wzywać Mnie możecie w każdej sekundzie waszego życia i w każdej sytuacji. Czyż może być więcej ułatwień...?
Po pewnym czasie Pan zapytał, jak gdyby z uśmiechem:
— No i czego dotyczyła lekcja...?
— Jeszcze pełniejszego zawierzenia Tobie, Panie. Uświadomiliśmy sobie głębiej, że możemy do Ciebie zwracać się zawsze. Mówiłeś, Panie, o łatwości, z jaką możemy nawiązać łączność z Tobą.
— A teraz praktykujcie moje słowa. Daję wam moje błogosławieństwo.


III spotkanie

(we troje)

— Wzywam was do szerzenia tych moich słów, które mówią o miłości powszechnej, o wspólnocie, o wzajemnej pomocy, o dążeniu do jedności i przebaczania. Uczcie się zwłaszcza przebaczania waszym nieprzyjaciołom, bo dopiero ta umiejętność uczyni was zdatnymi do służby Mnie. Wyrozumiałość, przebaczanie win, podbijanie serc nieprzyjaciół i tworzenie z nich przyjaciół własnych jest dla Mnie dowodem waszej sprawności duchowej. Mówcie o tym, pragnijcie tego i ćwiczcie się w tym, szukając w każdej sytuacji spraw łączących was z waszym rozmówcą. Szukajcie płaszczyzny, na której możecie się zrozumieć. Wy przecież taką macie: jest nią miłość ojczyzny.
Jeszcze uczcie się zrozumienia, że ojczyzna, to nie jest ideał, a żywi ludzie, ułomnii pełni wad, tak jak i wy. Żeby ich podźwignąć, trzeba dać im coś do kochania, wskazać drogę, na której i oni potrafią coś dla wspólnego dobra zrobić, czymś się wykazać. Bo zapewniam was, że nie ma człowieka niezdolnego do dawania z siebie dobra. Nawet ten, kto został już zniszczony moralnie, zdeprawowany, zdolny jest do podniesienia się przy mojej pomocy. Ale płynie o na przez wasze ręce, przez wasze serca, bo słowo bez miłości jest puste... Chcę, żebyście się przygotowali w sercach i duszach, bo w waszym narodzie zawsze przywódcom stawiano wysokie wymagania moralne. Stawiajcie więc wspólnie sami sobie wymagania, abyście mogli być przykładem dla innych, a wtedy Ja was wspomogę i braki wasze uzupełnię. Nie zapominajcie też, że jesteście z dobrowolnego wyboru królestwem Maryi. Jeżeli potrzebna wam była Królowa, która jest wszystko wybaczającą Matką, opiekunką, pocieszycielką, która wyraża sobą pełnię macierzyństwa, jakże wy możecie działać przeciw Niej? Rozważcie to sobie. To mówcie. Nigdy nie wątpcie w moją obecność, moje uczestnictwo w waszym życiu i w to, że wiem o was wszystko — o tym, co się z wami dzieje. Każdego, kogo Mi oddajecie, przyjmuję pod moją szczególną opiekę. Chciałbym, żebyście o tym pamiętali, bo tylu ludzi jest pozostawionych samym sobie.
Módlcie się za tych, za których nikt się nie modli. W czasie Mszy świętej oddawajcie moją Ofiarę za nawrócenie się ich ku Mnie. Pamiętajcie też o umierających. Im jest ogromnie potrzebna moja miłość i moja obecność w momencie przejścia. Pamiętajcie o tych, którzy najbardziej Mnie potrzebują (chodzi o tych — w naszym pojęciu — „złych"). Pamiętajcie o nich w czasie ofiary Mszy świętej, w czasie przyjmowania Komunii. Pamiętajcie też w każdej chwili swojego życia, kiedy tylko wam się to przypomni.
Nie chcę od was wiele. To tak jak telefon z naglącym wezwaniem — krótki, ale jak bardzo wam potrzebny. Przecież wiecie, że wszystkiego w was dokonuję Ja, ale wy prosząc wiążecie się ze Mną w pragnieniu dobra dla waszych bliźnich. Wtedy stanowimy wspólnotę.
Teraz daję wam moje błogosławieństwo. Przyjmijcieje poważnie. Umacniam was w Sobie. Otaczam moim miłosierdziem.


IV spotkanie

(we troje)

— Będę z wami, dzieci, a znaczy to, że chcę zabrać wszystko to, co was trapi, a dać wam mój pokój, nadzieję i radość. Dlatego oczekuję od was szczerości i otwartości, jak zawsze. Uczę was w tym czasie takiej rozmowy, jakiej pragnę i jaką chcę prowadzić stale z każdym z was, o ile zechcecie zwrócić się do Mnie. Czynię wszystko, aby poszerzać wasze serca, bo od tego, ile potrzeb i braków zauważycie wśród ludzi otaczających was i zapragniecie im zaradzić — wraz ze Mną (bo o ile zrobicie to sami, to możecie zaszkodzić, zrobić mało lub źle), czyli od wrażliwości waszego serca zależy wasze szczęście u Mnie. A Ja pragnę dla was jak największego, dlatego też cieszą Mnie rozmowy wasze, w których „wykładacie przede Mną" to, co was teraz boli.
W spontanicznej modlitwie oddajemy Panu wszystkie sprawy i ludzi, i to, co nas niepokoiło w ostatnim czasie.
— A Ja cieszę się, że jestem wśród was.
— Panie, jak mało widoczna jest dla ludzi Twoja miłość.
— Bo wy macie być wyrazem mojej miłości. (Rozumiemy, że wtedy, gdy posiadamy zdolność miłości bezinteresownej do każdego człowieka, z którym się spotykamy).
— To jest strasznie trudne. Uważamy się za katolików, a tak trudno nam świadczyć o tym.
— Nic się nie martw, powoli... (Rozumiemy, że płyniemy jakby pod prąd z trudem, przeciw ogólnemu kierunkowi. Jesteśmy jakby „otoczeni" przez zło, któremu ulegają ludzie dookoła nas, a także często i my sami).
— Widzę, że bardzo potrzebny wam mój pokój, i chcę go wam dać. Przyjmijcie mój pokój. Niech spocznie na was i przez wasze ręce udziela się innym. Daję wam moją radość — radość ze świadczenia, jak bardzo was kocham. Niech spocznie na was i owocuje. Daję wam moje specjalne błogosławieństwo na najbliższy okres. Pamiętajcie, dzieci, że nic z tego, co czynicie, nie jest obojętne, więc starajcie się czynić wszystko dla mojej radości.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr_
Gość






PostWysłany: Pią 17:34, 15 Gru 2017    Temat postu:

Okres Zwykły przed wakacjami

I spotkanie

(we czworo)

— Dziękujemy Ci, Panie, za to, że w te dni, które są Tobie oddane, wszystko pomyślnie przebiega.
— Widzisz synu, że Ja każdego z was traktuję, jak gdyby był jedynym moim dzieckiem. Każdy jest nieskończenie ważny dla Mnie, bo każdego z was stworzyłem po to, aby był szczęśliwy, i strzegę jego szczęścia z całą moją mocą, chwilę po chwili, przez całe wasze życie. A jeśli nie odmówicie Mi prawa do pomocy sobie, na pewno to szczęście uzyskacie. Dlatego moja radość z każdego z was — wtedy, kiedy zwraca się ku Mnie — jest bezmierna, tak jak i moja miłość do każdego z was. Dzisiaj cieszę się z wami waszą radością...
Znajdujecie się pod szczególną opieką Matki mojej, która jest Królową waszą i potencjalną Królową ziemi (rozumiemy, że zostanie w przyszłości uznana za Królową przez całą ludzkość). Ale jest też Matką każdego człowieka, dlatego bądźcie, jak prawdziwe dzieci, zgodne z Nią: módlcie się z Nią o ratunek dla świata. (...)
Do dwóch z nas, wybierających się do sanktuarium maryjnego:
— Chcę, żebyście oddały się Maryi na służbę w nadchodzącym okresie. Oddajcie równocześnie wszystkich nieobecnych tam swoich przyjaciół oraz rodziny i znajomych.
— Co mam robić? Jak mam traktować swoje obowiązki?
— Synu, nie mówiłem wam nic o tym, byście zawiesili swoje obowiązki. Przeciwnie, chciałbym, abyście wszystkie dopro-
wadzili do końca bez zbytniego pośpiechu, spokojnie i rzetelnie. Wiecie, że Ja się wami zajmuję i nie dam wam zgnuśnieć. Nie mówię, żebyście rzucili się do pośpiesznego wykańczania wszystkiego, co zaplanowaliście na dalsze lata, bo jak wiecie, śmierć i tak przerywa plany ludzkie. Tak chcę, i to jest właściwe kondycji ludzkiej. Tylko bardzo stary człowiek może powiedzieć, że zrobił wszystko, co mógł, i jest już gotowy spotkać się ze Mną. Na wszelkie wasze lęki i wątpliwości odpowiem wam i uspokoję was. Jednak naprawdę pragnąłbym, żebyście wszystko i wszystkich zawierzyli Mnie; wtedy lęków odczuwać nie będziecie. Czy jeszcze coś was niepokoi?
— Nie.
— No, to wstańcie, dzieci. A teraz uklęknijcie, a Ja dam wam moje błogosławieństwo. Miłość moja spoczywa na was. Niech was ogarnie, napełni, abyście stali się naczyniem, z którego się ona przelewa na wszystkich głodnych i potrzebujących. Pragnę tego. A im bardziej groźna i niebezpieczna będzie trwać pora, tym bardziej będzie potrzebne waszym bliźnim poczucie bezpieczeństwa, świadomość mojej obecności i opieki oraz pewność, że miłosierdzie moje da się uprosić. I to będzie najważniejsze wasze zadanie.
Ten czas będzie próbą człowieczeństwa dla każdego z was, a dla Mnie sprawdzianem, ile miłości zdołał zawrzeć w sobie każdy z was... Wszyscy mieliście dużo czasu na to, aby zaprzyjaźnić się ze Mną, a Ja cieszę się, jeśli robicie to nie przynaglani strachem, a z miłości. Zmiłuję się nad każdym, ale wśród przyjaciół moich pragnę mieć ludzi, którzy wybierają Mnie, bo Mnie kochają, nie zaś tych, którzy liczą na Mnie w trosce o własne bezpieczeństwo. (...) Pomogę każdemu z was, ale nie szukam tłumu przyjaciół. Szukam zrozumienia i miłości, i tam, gdzie one są, tam Ja też jestem ... i pozostanę.


II spotkanie

(we troje)

— Wszyscy jesteście zmęczeni, bardzo zmęczeni...

(Rozumiemy, że Pan nie zmieni nam warunków, ale doda nam swej łaski; czytamy 2 Kri 33, 12-,..).
— Tylko Ja was mogę wyzwolić. Nikt inny was nie uratuje.
(Prosimy o miłosierdzie dla świata...)
To wy, wasz naród ma być wyrazicielem mojego miłosierdzia. Was wyprowadzę z niebezpieczeństwa i obronię, abyście świadc zyli o Mnie. Waszej wdzięczności oczekuję, wdzięczności przejawiającej się nie chwilowo i nie w słowach, a w stałej, chętnej, radosnej współpracy ze Mną. Od was oczekuję, dzieci, rozpoczęcia budowy nowego, przemienionego świata — wedle moich planów, a nie waszych własnych. Moje miłosierdzie zawieszam nad wami, ale wy musicie je nie tylko przyjąć, ale z nim czujnie współpracować. Miłosierdzie moje jest jak tysiąc talentów! Ile wy powinniście oddać Mnie, waszemu dobroczyńcy? Moje miłosierdzie jest miłością współczującą, przebaczającą i podnoszącą człowieka. Wola ludzka musi chcieć ją przyjąć i pełnić — współczując, przebaczając i podnosząc (swoich bliźnich potrzebujących pomocy).
Teraz, dzieci, uklęknijcie i dam wam miłosierdzie pełne, współczujące, przebaczające i podnoszące błogosławieństwo.


III spotkanie

(we dwoje)

— Cieszę się wami. Zawsze się cieszę, gdy mam was przy sobie. Moje drogie, kochane dzieci, cieszy Mnie, że rozumiecie, jak wiele w waszym kraju zależy od Maryi, mojej Matki i waszej, która jest tak zjednoczona ze Mną, że kocha moim Sercem i cała pełnia miłości Boga przechodzi przez Nią ku wam, przyobleczona w Jej miłosierną, macierzyńską troskę. A nie zrobiła nic innego, tylko — przez całe swoje życie, w każdej chwili — wypełniała wolę Boga. Matka moja cicho i niepostrzeżenie, ale coraz szerzej, roztacza swoją władzę nad waszym krajem. Ja zaś do Jej dyspozycji oddaję całe niebo, wszystkie chóry anielskie. Wszystkie sługi moje oczekują Jej wskazań i decyzji z niezmierną radością, pragnąc wypełniać wszystkie Jej zamysły; a one wynikają z Jej troski o wasze istnienie. Otrzymujecie niezwyciężoną tarczę i pragnę, abyście czuli się przy Niej zupełnie bezpiecznie.
Jeżeli chcecie Mi sprawić wielką radość, zwracajcie się ku Matce mojej z uprzedzającą wdzięcznością za te łaski, które dzięki Niej otrzymacie. Cieszcie się, moje polskie dzieci, bo zyskaliście sobie Królową niezwyciężoną, Panią wszelkich darów, Matkę, która pragnie i potrafi naprawić wszystkie krzywdy, jakie was spotkały, i wynieść was przed oczyma świata tak wysoko, jak nisko upadliście w jego opinii.
Ona nigdy nie traci nadziei i przekonana jest, że Jej dzieci nie zawiodą Jej. Liczy na was i spodziewa się po was zrozumienia i współpracy. A wszystko to ku ratowaniu świata. Dzieci moje kochane, stawajcie przed Nią oddając się do
dyspozycji, tak jak to zrobiłyście wczoraj w Jej sanktuarium. Bo Ja razem z wami oddaję się mojej Matce, aby uczcić Ją tak nieskończenie, jak bezgranicznie Ona powierzyła się woli Boga. To nie jest przenośnia. Maryja przystępuje do walki z wszystkimi mocami piekła, aby im wyrwać was. Bez Jej interwencji bylibyście zgubieni — a to dlatego, że wolą, rozumem
i zmysłami wybraliście księcia tego świata wraz z jego kłamliwymi obietnicami.
Dlatego chciałbym, żebyście — ilekroć o tym sobie przypomnicie — uciekali się pod opiekę Maryi. Czyńcie to w imieniu wszystkich, na których wam zależy. Proście też o opiekę Aniołów Stróżów waszych, bo oni pomogą wam w wiernej służbie Maryi, jako że sami Jej służą z zapałem, gorliwie, uszczęśliwieni, że mogą to czynić.
— Dziękujemy Ci, Panie, w imieniu całej ziemi. Chwała Ci, Panie! Bądź wola Twoja! Przyjdź królestwo Twoje!
— A Ja wam odpowiadam: „Oto już nadchodzę". Moje dzieci, daję wam błogosławieństwo moje przez ręce naszej Matki. Przyjmijcie je do serca i zachowajcie, aby rosło i rozwijało się w was.


IV spotkanie

(we troje)

Modlimy się, dziękujemy, prosimy o umocnienie dla jednego z nas, o radę... Odpowiada — ku naszemu radosnemu zaskoczeniu — Maryja:
— Mój synku, nie bój się, bo nie ma mocy, które mogłyby wejść pomiędzy Mnie a ciebie. Czy pragniesz, abym to Ja cię prowadziła?
— Tak.
— Więc będę twoją Matką. Ja jestem Matką łagodną, cierpliwą i wszystko wybaczającą. Dlatego nie martw się i nie niepokój. Pragnę wprowadzić cię w służbę na całe twoje dalsze życie. Jeżeli będziesz polegał na Mnie i nie pozostawisz Mnie (nie odejdziesz), bądź pewien, że doprowadzę cię do tronu mego Syna. Moja miłość zjednoczona z miłością Jezusa, Króla waszego, jest nieskończona. Dlatego proszę cię, dziecko, nie kłopocz się i nie zajmuj się sobą zbytnio, bo odtąd Ja będę myśleć o tobie... i wszystko powoli uładzi się. Proszę cię tylko, nie unikaj Mnie I o wszystkim, co w sobie zauważysz nieuporządkowanego czy szkodzącego innym, mów Mi i oddawaj prosząc, abym Ja cię uleczyła; a Ja nie spocznę, dopóki nie przemienię cię, abyś stał się takim, jakim zapragnął cię mieć mój Syn. Moje dziecko, od tej pory wiedz, że masz Matkę, która jest z tobą zawsze. (...)
Ja szykuję drogę Synowi memu, bo dobrowolnie uznaliście Mnie Królową swoją i kochacie Mnie. Do tej pory poszukuję pomocników i wzywam każdego, a jeśli odpowie Mi, stanie się moim żołnierzem. Liczę na ciebie, mój synku.
— Czy przeważa teraz dobro, czy zło w naszym narodzie?
— Z Bożej perspektywy, synku, nie ma „złych" — są tylko nieszczęśliwi, głodni, oszukani, ślepi i okaleczeni: dlatego poddają się mocom ciemności. Na to wszystko istnieje jedno lekarstwo: miłość Boga, który krwią Syna swojego — i mojego — może zmyć z was w jednej sekundzie cały wasz brud i nalot, którym zostaliście pokryci.
— Pytanie było „ilościowo-statystyczne". Czy się, Matko, uchylasz (od odpowiedzi)?
— Tak, synku, ponieważ statystyka nic nie znaczy wobec miłosierdzia Bożego. W Jego świecie istnieje nieustające zmiłowanie i przyjęcie Go lub odrzucenie przez wolną wolę ludzką. Zło i dobro walczy w każdym z was i od was samych zależy, które z nich zwycięży. A to jest właśnie wasze zadanie, zadanie tych, którzy współpracują ze Mną: walczyć o każdą duszę ludzką, prosić, interweniować, samemu przebaczać i samemu być przykładem. Naśladuj Mnie, synku, bo ja nigdy nie rezygnuję z żadnego z was i ufam, że miłością mogę wzbudzić w was odzew. Czy to zrozumiałeś?
— Tak. Nasz naród jest w fazie intensywnej edukacji, żeby udźwignął zadania, które go czekają. Czy zbliżamy się do Bożych wymagań?
— A więc mów precyzyjnie. Jednego ci nie wolno: tracić nadziei i wiary w swój naród. A jeżeli nawet wszyscy byście ją stracili, Ja będę wierzyła, że zdolni jesteście odrodzić się. (...) Kiedy zwrócicie się ku wartościom rzeczywistym i ważnym: ku miłości naszej i służbie, wówczas Ja was oczyszczę. I na ciebie liczę, synu. A czy możesz Mi uczciwie powiedzieć, że jesteś dobry?
— Całkiem daleko. Miewam dobre odruchy i dobre „ciągoty".
— To jest właściwa odpowiedź, ponieważ jesteś człowiekiem. I Apostołowie — za życia Jezusa — nie byli inni. Ja, Matka, przychodzę do was, aby wam pomóc stawać się prawdziwymi Jego sługami. Nie przychodzę do doskonałych, lecz do tych, którzy Mnie potrzebują, i jeśli Mi zawierzą, to prowadzę ich do właściwej im doskonałości. Czy to zrozumiałeś, synku?
— Tak.
— Błogosławię was, dzieci. Błogosławię was wszystkich, obejmuję i przytulam do Serca, moje kochane, zmęczone dzieci.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr_
Gość






PostWysłany: Pią 17:45, 15 Gru 2017    Temat postu:

V spotkanie

(we dwoje)

— Dziękuję wam, dzieci, za wasz trud. Cieszę się wami. Tak właśnie chcę, żebyście byli zupełnie spokojni, bo jesteście blisko przy moim Sercu i ono was zakrywa przed każdym niebezpieczeństwem. (...)
— Tyle prac, których się podjąłem, powinienem dokończyć...
— Mój synu, staraj się zawsze dokończyć tę pracę, jakiej się podejmujesz, ale rób to spokojnie. Coś ci zaproponuję: oddaj ją na chwałę moją. Przecież to jest część twojego życia, a czyś nie ofiarowywał Mi całego życia?
— Przyjmij ją, Panie, proszę...
— Wszystko, synu, cokolwiek zechcesz powierzyć Mi, przyjmę z radością. Przecież nie możesz Mi oddać ani stad wielbłądów, ani gry na scenie (nie będąc aktorem). Możesz Mi oddać tylko ubrane w twoją osobowość moje dary, prawda?
— Tak.
— Widzisz, synku, Ja z radością przyjmuję każde wasze westchnienie, każdą myśl, każdy wasz uśmiech skierowany ku Mnie. Czy nie jesteś zmęczony?
— Nie.
— No to powiem ci jeszcze, jak cieszy Mnie twoje gorące pragnienie dzielenia się Mną.
— Ale jest ono też Twoim darem, i dziękuję Ci za nie.
— Jest wspólnotą ze Mną. Spójrz, jak Ja się dzielę sobą — Sobą w Hostii, którą może przyjąć każdy, kto zechce. A jak niewielu z was naprawdę Mnie pragnie. Im większa miłość, tym większe pragnienie udzielania się całym sobą, rozdawania siebie, i przy tym ten, kto kocha, nie myśli o sobie, a tylko o tym, że jest potrzebny — jak chleb, jak mówił syn mój Albert (brat Albert Chmielowski).
— Ale dzielenie się Tobą w tych tekstach jest i szczęściem, i obowiązkiem...
— Jest potrzebą serca synowskiego — syna, który kocha Ojca, jest z Niego dumny i pragnie, żeby wszyscy Go poznali. To właśnie jest miłość. I jeszcze ci coś powiem, synu. Miłość do ludzi może się przejawiać jako najgłębsze współczucie dla ich głodu, błądzenia, szukania, braku zaspokojenia — i wtedy tak bardzo pragnie się ich nakarmić. Przypomnij sobie, jak nakarmiłem rzesze głodnych i zmęczonych, szukających Mnie i potrzebujących słowa Bożego. Ja, synu, żyję w tobie, przenikam cię, i przez ciebie, z tobą, twoim sercem kocham i pragnę obdarzać. Nie dałem ci, synu, ryb wędzonych i placków, złożyłem w twoje ręce moje słowa, moją miłość do ludzi, moje dążenie do nasycenia ich Sobą. Jestem szczęśliwy, że wspólnie łamiemy mój Chleb i rozdajemy go. (...)
Oddawajcie wszystkich, wszystkich Mnie, mówiąc o ich sprawach.
Wspominamy różne osoby; również—choć nie bez wątpliwości
— takie, o których sądzimy, że działają w złej wierze. Pytamy się:
— Co z takimi robić?
— Gdy zobaczysz go na ekranie (telewizora), spójrz na niego z miłością.
Moje dzieci, już późno, odpocznijcie. Daję wam moje błogosławieństwo i włączam w nie waszą nieobecną dziś koleżankę. Moja mała wspólnoto, błogosławię was. Jestem z wami i jutro was wspomogę. (...) Kocham was, moje dzieci.


Okres Zwykły w czasie wakacji

I spotkanie

(we troje)

— Powiedzcie Mi, że cały ten dzień pragniecie wypełnić chwałą Bożą. Ja wiem, że mówiliście o tym i chcecie, ale pragnę usłyszeć to głośno. Oddawajcie Mi wszystkie wasze władze (duchowe) i proście, abym się nimi tak posługiwał, jakby były moimi własnymi. Odsuńcie na bok wszelkie przewidywania, wszelkie obawy na temat tego, że może nie uda w a m się, że może nie w pełni doskonale Mi służycie, że być może ten ktoś, z kim macie się spotkać, nie przyjmie waszych słów — bo to wszystko od tej chwili to są moje sprawy, moje działanie i moje słowa. Przy okazji przypomnijcie sobie, ile razy Mi się nie udawało, ile razy odrzucano Mnie. Miejcie tylko jedno na celu, aby spełniała się moja wola w całym t y m dniu aż do zaśnięcia, aż do nocy.
Chciałbym, dzieci, abyście o tym pomyśleli chwileczkę codziennie rano. To bardzo mało i to jest bardzo proste, prawda? A Ja w ten sposób będę przenikał głębiej wasze osobowości. Bo Ja niczego innego przecież nie pragnę, jak zjednoczenia z każdym z was.
— Czy mógłbyś, Panie, powiedzieć, co Ci najbardziej przeszkadza w tym, chociażby we mnie? (jedna z nas)
— Twoje trudności to rozproszenie i zbytnia emocjonalność. Potrzebny ci większy pokój. Ale Ja mogę ci go dać.


II spotkanie

(we troje; w czasie rekolekcji)

— Prosimy, Panie, o nawrócenie tego świadka Jehowy, który nęka ten dom zakonny (bluźniąc i przeklinając przez telefon).
— Czy naprawdę chcecie go uzdrowić?
— Tak.
— Ale Ja bym chciał, żebyście wy wzięli udział w ratowaniu tego człowieka. Jeżeli was tu umieszczam i dowiadujecie się o takiej sytuacji, powinniście działać. Dlatego chciałbym, żebyście wszystko, co was tu spotka, ofiarowali za jego nawrócenie. I nie bójcie się, że będę was bardzo „męczył" (Pan mówi to żartobliwie).
— Proszę za tych świadków Jehowy, którzy mają w sierpniu zjazd.
— Córko, oni mają swoją wolę. A jest ich wielu.
— Chętnie ofiarujemy nasze cierpienia... ale one są takie małe.
— Moje dzieci, przecież jestem z wami. Wiem, co każdemu z was dolega. Nie są to sprawy wielkie, ale ofiarujcie je Mnie. Przecież dobrze wiecie, że nawet za jednego człowieka, najgorszego nawet człowieka ziemi, ponownie oddałbym życie — więc nie dziwcie się, że o niego zabiegam. I chociaż szatan skłonił go do telefonowania tutaj, to jednak Ja do tego dopuściłem.
— Córko, mówiłaś, że żałujesz, że mieszkasz wśród niewierzących, ale ty (!) tam jesteś i możesz się wstawiać za nimi. Proś Mnie za nimi stale, ofiarowując moją Krew w czasie Mszy świętej. Wzywaj moich aniołów i moją Matkę do pomocy, wtedy nic ci nie może zagrozić.
Dzieci, zaprosiłem was tutaj, bo chciałem was nasycić sobą i przygotować do współpracy. Bardzo mało Mi potrzeba, wyłącznie zawierzenia Mi, ale pełnego zawierzenia. Pragnę mieć w was pomocników — braci i siostry moje. Pragnę dać wam udział w ratowaniu świata, dlatego będę was obdarzał, uzdrawiał i nasycał sobą, aby was wzmocnić. I będę przy was
stał nieustannie. Czy chcecie Mi zawierzyć absolutnie, na zawsze i w każdych okolicznościach?
— Tak, Panie...
— Potrzebne Mi jest jedynie wasze „tak". Jeśli Mi tylko zezwalacie, obejmuję was swoją miłością zawsze, każdego dnia. Od tej chwili chcę, abyście wiedzieli, że jesteście moją własnością nie dlatego, abym was chciał zniewolić, ale żebym mógł was zachować i otoczyć moją mocą, a także żebyśmy mogli wspólnie, rozumiejąc się i kochając, służyć światu. Bardzo was potrzebuję, dzieci.
Powiedziałem wam niedawno, że dla jednego człowieka zawierzającego Mi gotów jestem uratować miasto, a wy dziwiliście się, że nie powiedziałem jak duże miasto. (...) Bo widzicie, dzieci, wasze zawierzenie jest dowodem wobec wszystkich sił ciemności, że jestem tu kochany (w tym mieście) i wtedy mogę wystąpić jako Pan waszych serc — a Ja mogę (Rozumiemy, że zawierzenie Bogu jest wyznaniem wszystko. wiary, że tylko Bóg ma prawo rządzić; i wtedy Pan będzie naprawdę rządził).
— I proszę was, dzieci, nie myślcie o waszej nicości i o tym, że was mało, bo to dla Boga nie ma znaczenia. Przez jedno „fiat" skromnej, biednej dziewczyny przyszło na świat zbawienie. Więc weźcie Matkę moją za wzór, za Matkę pełną mocy i miłosierdzia. Bo my zawsze jesteśmy razem.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr_
Gość






PostWysłany: Pią 17:59, 15 Gru 2017    Temat postu:

III spotkanie

Postanowiliśmy odprawić „ignacjańskie" ćwiczenia duchowe. A oto wskazówki Pana dla jednej z nas.
— Chcę ci dopomóc, dziecko. (...) Czy pragniesz, abym z tobą pracował?
— Tak, bo sama nie dam sobie rady.
— Czy według wskazań Ignacego chcesz systematycznie odprawić ćwiczenia?
— Tak.
— Więc pozwól, że Ja sam wybiorę z nich to, co jest tobie potrzebne.
— Dziękuję.
— Zacznijmy od najprostszego, od „Modlitwy przygotowawczej". Ignacy pragnął, aby każdy, kto chce zbliżyć się ku Mnie, miał intencję czystą. Więc powtórz przede Mną, że pragniesz, aby wszystkie twoje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i dla chwały majestatu Boga; i mów Mi to każdego rana, oddając Mi całą twoją wolność: wolność intelektu, myśli, woli i uczuć, a Ja wykorzystam twój dar dla dobra twojej duszy. (...)
— Rozważmy więc kim Ja jestem, a kim ty:
Ja jestem nieskończenie cierpliwy — ty niecierpliwa, wciąż się
spieszysz, przerywasz innym rozmowę, poprawiasz, włączasz się w nią.
Ja jestem nieskończenie łagodny i nigdy nie zmieniam swojego stosunku do ciebie, a ty — zależnie od swego stanu fizycznego i osobistej sympatii — zmieniasz swój ton i zachowanie.
Ja jestem nieskończenie wyrozumiały — ty nie.
Ja ciebie wciąż usprawiedliwiam (jak teraz), a ty innych — nie.
Ja przebaczam — tobie tak trudno zapomnieć, nawet gdy wolą przebaczasz; i tak często powracasz do przeszłości — Ja nigdy!
Ja jakże często przesłaniam sprawiedliwość miłosierdziem, a ty? Przecież ty tak mało wiesz o przyczynach i uzależnieniach człowieka.
Wasza mądrość jest tylko we Mnie, bo spryt życiowy jest często jej zaprzeczeniem, wiedza fachowa — tylko bezosobową przydatnością, a mądrość ludzka, pomijająca Mnie — błędem, a często i zbrodnią wobec ludzkości. Tu rodzą się późniejsze ideologie kierujące powoli (całą ludzkość) coraz głębiej w niewolę nieprzyjaciela, posłuszne mu i zabójcze dla was. Wasz wiek jest ich plonem.
Mądrość Boga — sama w sobie niedostępna wam — została wam objawiona prosto przez moje przykazania, a przez Słowo Boże ogłoszona światu. Mądrość Boża przeniknięta jest miłością i z niej wypływa. Jeśli zgodnie z nią działacie — żyjecie
we Mnie.


IV spotkanie

(we troje)

— Każde moje słowo przy dobrej woli przyjmującego wyda owoce, ale we właściwym dla danej osoby czasie; dlatego
że to, co jest czynione z miłości, Ja sam podtrzymuję swoją mocą.
A teraz daję wam moje błogosławieństwo i mówię wam, bądźcie dobrej myśli. A o tym, którego nazywacie „świadkiem Jehowy" nie zapominajcie.
— Oddajemy go Twojemu miłosierdziu. Mało od nas chcesz, Panie. A przecież swoją Krew i swoje Ciało oddajesz za nas.
— Przy Podniesieniu stawiajcie go (w woli) pod Krzyżem, czekającego na odkupienie z Ofiary Chrystusa. Stawiajcie go jako brata swojego.


V spotkanie

(we troje)

Mówimy o naszym zatroskaniu...
— Ja przecież z wami jestem, a to jest najważniejsze.
— Chcemy poddać się Twojemu kierownictwu wedle Twojej woli. Panie, wygłoś teraz do nas katechezę, prosimy Cię bardzo.
— No, jeśli tak bardzo chcecie, tak bardzo prosicie... Chciałbym, żebyście zapamiętali na całe życie, że Mnie jest potrzebna, a dla waszego zbawienia konieczna, wasza dobra wola. Chcę, żebyście wiedzieli, że Ja liczę się z waszą słabością, nieumiejętnością i błędami, które możecie popełnić, chociażby przez zbytni zapał i pragnienie jak najszybszego doprowadzenia waszych bliźnich do spotkania ze Mną, a przecież tylko Ja wiem, kto jest gotowy na przyjęcie moich słów.
Kapłan wie z doświadczenia, że sługa mój musi siać z roku na rok, ale nie zawsze on zbiera żniwo. Natomiast wy, córki, wciąż chciałybyście widzieć wasze otoczenie u moich stóp, podczas gdy same rzadko przy nich jesteście. A Ja pragnę, abyście wy wszyscy stale trwali przy Mnie bez względu na to, czy praca udaje się wam, czy też idzie z oporami. Nie chodzi Mi o „siedzenie u moich stóp", bo żyjecie w świecie a nie w zakonach kontemplacyjnych; wy raczej chodzicie ze Mną (jeździcie), jako moi zwiastunowie (gońcy).
Ja pragnę tylko jednego: być stale w waszym sercu, to znaczy być przez was miłowanym. Jestem bezmiarem miłości. Czy możecie zrozumieć, jakiej miary miłości Mi potrzeba? Jestem wciąż głodny waszej miłości.
Myślałaś teraz o moich słowach, że „Bóg jest miłością darzącą i bezinteresowną". Ale Ja przyjąłem i zatrzymałem także naturę człowieczą. Dlatego wciąż poszukuję przyjaciół i tęsknię do uczniów kochających Mnie, przyjaźniących się ze Mną tak, że mogę im wyjaśniać wszystkie moje plany dotyczące dobra was wszystkich.
Każdy z was może zaspokoić pragnienie mojego serca wtedy, kiedy Ja staję się dla niego jedynym i najbliższym towarzyszem w waszej służbie światu (Parakletem, przyjacielem — tym, który idzie ramię przy ramieniu). Dlatego proszę was, myślcie więcej o Mnie samym niż o tym, co robicie dla Mnie. Wasze starania są Mi miłe, ale byłyby dla Mnie o wiele radośniejsze, gdybyście zawsze obmyślali je ze Mną.
Moje dzieci, Ja nie jestem królem średniowiecznym, który siedzi na tronie i otrzymuje wieści od rycerzy walczących za niego. Ja jestem Tym, który sam idzie na czele, który wspomaga każdego z walczących i który, raz rozpocząwszy służbę światu, zakończy ją dopiero w Dniu Sądu. Jesteście moimi towarzyszami w tej służbie, jaką wam wybrałem, ale z każdym z was jestem Ja. I wiecie, że wasze wysiłki zawsze wspierają się na moim Krzyżu, bo on jest fundamentem, opoką, początkiem Bożego planu ratunku.
Proszę was jeszcze raz, zwróćcie większą uwagę na Mnie samego, obecnego przy was. Chciejcie nie rozłączać się ze Mną nawet na chwilę. I to będzie największe wasze osiągnięcie. Moje dzieci, pragnę dać wam moje błogosławieństwo na dzień dzisiejszy.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr_
Gość






PostWysłany: Pią 18:08, 15 Gru 2017    Temat postu:

VI spotkanie

(we troje)

Do jednej z nas:
— A ty, co chciałabyś Mi powiedzieć?
— Panie, ten czas był dla mnie bardzo trudny.
— A to właśnie jestem Ja. Uczę was na moje sposoby. Ale powinniście chociaż jedno zauważyć, że zmuszam was do wysiłku. Bo moja nauka jest twarda dla tych, którym daleko jeszcze do pełnego oddania się Mnie w każdym momencie życia. Jednak Ja wciąż próbuję. I możecie Mi wierzyć, dzieci, że pomimo wszystko zawsze jakiś drobny krok w przód zrobimy. A teraz chciałbym, żebyście Mi z całego serca i gorąco podziękowali za moje starania o was.
— Gorąco Ci, Panie, dziękujemy.
— Znowu patrzycie: „przyjemne" czy „nieprzyjemne". Ale Ja to (ten sposób oceny) naprawiam, jeżeli dajecie Mi szansę. A teraz chciałbym, żebyście oddali Mi wszystkie, jakie tylko pamiętacie, wasze przewidywania, troski, wątpliwości — wszystko, czym już zdołaliście się obciążyć. I chciałbym was o coś prosić. Obiecajcie Mi, że nie będziemy już do tych myśli więcej powracać, a Ja je natychmiast zabiorę.
— Panie, czy moje rady i rozeznania w rozmowach z ludźmi były dobre?
— Nie jesteś, synu, nieomylny, ale rozmawialiśmy wspólnie — niech cię to pocieszy. Przecież chciałeś tego, czyż nie tak? Prosicie Mnie, a potem nie wierzycie, kiedy mówię, że odpowiadam na wasze prośby. Wciąż tak mało mam zawierzenia (od ludzi), a będzie to przecież jedyne wasze oparcie już tak prędko.(...)
Chciałbym, córko, żebyś swoje postanowienia i plan działania na dany dzień przedstawiała od rana Mnie, a w nagłych wypadkach nie reagowała bez porozumienia się ze Mną. To tylko mała chwila skupienia, ale pozwoli Mi ona dotrzeć do ciebie i wyrazić moją zgodę lub nie. Wiesz, że to jest jeszcze jeden mój krok ku zbliżeniu się do ciebie.
— Radzono mi, żebym koniecznie zapisywała rozmowy z Tobą, Panie. Potraktowałam to jako Twoje polecenie, czy słusznie?
— A czy nie zapisywałabyś słów od ukochanego? Czy Ja naprawdę muszę być tak lekceważony i obojętnie traktowany? Pomyśl, córko, ile osób błagałoby Mnie o to, aby móc Mnie słyszeć! Chciałbym, aby jak największa ilość ludzi słyszała Mnie.
Chciałbym rozmawiać z każdym z was. Z bólem patrzę na młodzież wykolejoną z powodu braku autorytetów, braku w swoim otoczeniu Prawdy (świadectwa o Bogu). Proście Mnie o to, abym stał się przez nich oczekiwany, wzywany — a wtedy przyjdę. Chciałbym, abyście tę noc oddali Mnie i zasypiali pewni mojej obecności i opieki. Proszę was, starajcie się o radość. Proście Mnie o nią, bo bardzo jest wam (narodowi) potrzebna.
Zrobiliście to, co mogliście, więc pozbądźcie się wyrzutów sumienia i smutków. A jutrzejszy dzień znowu oddajcie Mnie, bo chciałbym w nim dać się wam poznać (zaznaczyć swoją obecność silniej).
A teraz daję wam moje błogosławieństwo i tulę do serca. Bo pamiętajcie, że fakt waszego niezadowolenia z siebie Mnie nie dotyczy. Ja was kocham zawsze jednakowo i biorę was zawsze poważnie.


VII spotkanie

(we troje)

Pan tłumaczy nam, jak pragnie nas prowadzić w najbliższym czasie, każdego inaczej:
— Dziecko, to jest okres nauki zawierzenia. (...) Droga zawierzenia jest drogą w ciemności, ale w świetle dnia zbyt was absorbuje świat, dlatego jest to droga konieczna, jeżeli chcecie być moimi przyjaciółmi. To zależy od waszej woli. (...) Żyjcie wszyscy z dnia na dzień, bo tak będzie wyglądało wasze życie w okresie nadchodzącym. Czy teraz widzicie, jak bardzo jest wam potrzebny bliski i wyraźny, stały kontakt ze Mną, taki jak ma żołnierz ze swoim dowódcą?
— I takich jak my wziąłeś, Panie, do współpracy?
— Bo Ja nie szukam tych, co sobie radzą dobrze beze Mnie (nie narzucam się im), a tych, co Mnie potrzebują. I dodam wam jeszcze, dzieci, że naturę każdego z was potrafię w zupełności wykorzystać w waszej służbie, jeśli się poddacie mojemu wychowaniu, a ono trwa...
Znowu zaczęliście się martwić, dzieci, a przecież Ja proponuję każdemu z was pogłębienie przyjaźni ze Mną. (Pan mówi to z wyrzutem).
— Ależ jesteśmy głupi! (to znaczy „jak mogliśmy nie zrozumieć").
(Pan mówi to z uśmiechem).
— Nie zaprzeczam. No to teraz podziękujcie Mi, dzieci, za moją miłość do was — do każdego z was inną, lecz równie bezgraniczną. Daję wam, dzieci, moje błogosławieństwo, niech spocznie na was i pozostanie.


VIII spotkanie

(we dwoje)

Mówi Maryja:

— Jestem przy was, dzieci. (Maryja mówi to głosem ściszonym i melodyjnym, bardzo delikatnie i serdecznie).
— Jak to dobrze, że jesteś naszą Matką.
— Nie lękajcie się, dzieci, Ja was obronię. Ani jedna wasza łza, ani jedno słowo wstawiennictwa za innych, żadne błaganie o ratunek nie zostało zapomniane. Wszystkie wasze słowa miłości i zawierzenia mam w moim sercu (jak w skarbcu).
— Co mamy czynić na przyjęcie Ciebie? Jak się przygotować?
— Kochajcie mojego Syna. Jakże inaczej możecie uszczęśliwić Matkę?
— Pomóż nam w tej miłości, zwłaszcza w miłości wzajemnej (tyle słów próżnych)...
— Dziecko, miłość przejawia się w czynach. Same widzicie, dzieci. Mogę być waszą Królową, bo nie daliście sobie wydrzeć z serca mojego imienia, kochacie Mnie i wzywacie Mnie, potrzebujecie mojej miłości (z czułością). Więc daję ją wam.


Okres Zwykły po wakacjach

I spotkanie

(we dwoje)

Otrzymaliśmy rady Pana dla jednego z naszych przyjaciół (mającego liczną rodzinę, wielu przyjaciół i znajomych) dotyczące codziennego rachunku sumienia:
— Każdego dnia wieczorem rozważ:
Kogo dzisiaj postawiłem na twojej drodze?
Jakie były potrzeby tego człowieka?
Jak na te potrzeby odpowiedziałem? (Czy w ogóle odpowiedziałem?)

II spotkanie

(we troje)

— Moje dzieci. Same widzicie, jak się o was staram. Cały czas uczę was współżycia ze Mną. Chciałbym zdobyć wasze pełne zaufanie. Na czym ono polega? Na podejmowaniu okazji, które wam daję, i na przyjmowaniu w spokoju i cierpliwie okresów, w których pozornie nic się nie dzieje lub są trudności. Bo chcę was przekonać o jednym: że zawsze jestem z wami, że ten, kto powierzył Mi swoje życie, nie tylko nie schodzi z moich oczu, ale prowadzę go sam w każdej minucie jego życia. Tak jak to mówiłem, moim jest darzenie, waszym działem w tej współpracy — przyjmowanie tego, co Ja wam przygotowuję, podejmowanie moich darów i czynienie ich użytecznymi. Natomiast okresy pozornej stagnacji uczą was cierpliwości, a trudności, pragnę, aby nauczyły was niezniechęcania się i ponawiania wysiłków, czyli wytrwałości.
Tak więc widzicie, każda chwila jest moim darem. Doceńcie ich różnorodność i odmienność. Wszystko wam jest tak potrzebne jak ziemi odmiana pór roku i tygodni, a nawet dni zmiennej pogody. W każdym z wydarzeń jestem Ja, jak ojciec kochający i troskliwy. Zapraszam was, abyście cieszyli się tą świadomością...
Błogosławię was na nadchodzące dni, przyciskam do serca i proszę, pamiętajcie o mojej obecności.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Chrześcijańskie Strona Główna -> Objawienia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin